piątek, 31 maja 2013

Rozdział II ,,Niewidzialna nić".



- Powiesz mi wreszcie dlaczego tak nagle wybiegłaś z klasy? – głos Victorii wydawał się opanowany i spokojny, ale łatwo było w nim wyczuć nutkę zniecierpliwienia.
            Siedziały na podłodze oparte o szaro-niebieskie szafki. Głos srebrnowłosej odbijał się echem po pustym korytarzy szkolnym. Ruby oparła głowę o kolana topiąc się we własnych myślach. Wiedziała o co przyjaciółka pyta, ale nie odpowiadała z prostego powodu – sama nie znała odpowiedzi.
            Sprawy same wymsknęły się spod kontroli. Z jednej strony wszystko miało sens, z innej wydawało się niedorzeczne. Najpierw dziwny, proroczy sen, z którego nie można było nic zrozumieć. Później nowy uczeń okazał się być wampirem, a na dodatek chłopakiem z owego snu! Żeby było tego mało, gdy tylko jego niesamowicie błękitne oczy wyłapały wzrok Ruby czarownica poczuła między nimi więź. Trawa krótko, bo siedemnastolatka szybko odwróciła wzrok, ale nie mogła przecież udawać, że nic się nie stało. To było bardzo dziwne, nawet dla niej – czarownicy wywodzącej się z linii prostej od pierwszej wiedźmy na świecie. Ruby poczuła wtedy jakby znała tego chłopaka od zawsze. Jakby znał wszystkie jej tajemnice i sekrety, a ona jego. Przecież to głupie, nie wiem nawet jak ma na imię..
            - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – przyjaciółka wymachiwała swoimi szczupłymi palcami przed oczami Ruby.
            - C-co? Eem.. tak, słucham.
            - W takim razie pytam po raz setny: dlaczego wybiegłaś z klasy?  - Vicky spojrzała prosto w zielono-srebrne oczy czarownicy. Była sprytna i dobrze wiedziała, że Ruby nie potrafi kłamać w tzn ‘ żywe oczy ‘.
            Jednak Mallory pod pretekstem przetarcia oczu odwróciła wzrok wpatrując się w ścianę koloru kawy z mlekiem.
            - Przecież wiesz.. – zaczęła naturalnym głosem. Zawsze żałowała tego, że nie miała zdolności aktorskich. Chciała powiedzieć przyjaciółce o śnie, ale te słowa nie mogły przejść przez jej gardło. Po prostu bała się, że Victoria będzie drążyła ten temat tak długo, aż Ruby nie znajdzie racjonalnego wyjaśnienia.
            - No właśnie nie wiem. I nie wkręcaj mi kitu! – pokiwała groźnie palcem, na co Ruby zachichotała, ale już po chwili jej wyraz twarzy się zmienił.
            - Wampir.. – odburknęła.
 Przez chwilę panowała cisza, więc Ruby kątem oka spojrzała na Victorię. Ta wpatrywała się w turkusowe trampki zagryzając dolną wargę. Uff, uwierzyła..
            - Wiem, że ci ciężko – zaczęła Vicky biorąc przy tym cały zapas powietrza. – ale chyba powinnaś dać mu sza..
            - Wiem – przerwała jej Ruby. – Oprócz tego, że usiadł centralnie ławkę przed nami to przeżyje – zmusiła się na uśmiech.
            - Wiesz, że to było jedyne puste miejsce – zachichotała przyjaciółka. – A tak w ogóle to całkiem przystojny ten wampir..
            - Vicky! – Ruby starała się, by jej głos brzmiał groźnie, ale zamiast tego wybuchła gromkim śmiechem, za co dostała kuksańca w bok. - Nie wiem jak tobie, ale mi ja mam za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Urywamy się?
            - Jeszcze pytasz? – Victoria zachichotała śmiesznie poruszając brwiami. – Jestem głodna jak wilk..



*


            Już chwilę później nastolatki siedziały w swojej ulubionej pizzerii, gdzie oprócz pizzy można było kupić inne fast foody i desery. Tym razem zamówiły po kilku gałkowych lodach w pucharku.
            Czarownice jadły zwyczajne, ludzkie jedzenie. Wilkołaki za to, jadły ‘normalnie’, gdy były pod postacią człowieka, lecz gdy tylko się przemieniły w wilki ich żołądek trawił tylko surowe mięso. Natomiast wampiry odżywiały się krwią. Tylko tym. Z tego co Ruby wiedziała, musiały przynajmniej raz dziennie wypić trochę tej czerwonej cieczy.
            - Idziesz na tegoroczny bal? – zapytała Victoria oblizując łyżkę z bitej śmietany.
            - Nie wiem, zobaczy się..
            - Oh Ruby, będzie fajnie!
            - Mhm, oprócz tego, że akurat wtedy wypada pełnia księżyca – zachichotała czarownica.
            - Urwiemy się przed północą – srebrnowłosa wzruszyła ramionami. – A poza tym każdy chłopak dałby się zabić, żebyś tylko z nim zatańczyła.
            - Pożyjemy zobaczymy.. – odpowiedziała połykając kawałek jagodowego lodu, aż jej mózg się ‘zamroził’.
            - Bez ciebie nie pójdę i wtedy będziesz miała mnie na sumieniu, że zrujnowałaś mi wieczór..
            Szantaż?
            - Albo uchronię ludzi, żeby nie zobaczyli cię w postaci wilka – dogryzła Mallory.
            - Ruby.. – Brown zrobiła oczy niczym kot ze Shreka. – Dla mnie..?
            Dziewczyna wybuchła niepohamowanym śmiechem.
            - Jeśli nie będzie tam żadnego wampira, to pójdę – skwitowała Ruby.
            - A może być jeden?
            Ruby spojrzała w duże, fiołkowe oczy przyjaciółki.
            - Oh, no dobrze..
            - Wiedziałam! – uśmiechnęła się rówieśniczka. – Kocham cię, Ruby!



 *



Ruby Mallory odprowadziła przyjaciółkę, po czym postanowiła pójść do domu. Przechodząc koło szkoły przypomniała sobie, że zostawiła w niej swoją torbę, gdy tak nagle wybiegła z klasy. Minęła 16, a więc koniec lekcji.
Powoli podeszła pod klasę upewniając się, że nikogo w niej nie ma. Otworzyła skrzypiące drzwi i weszła do środka. Podbiegła do drugiej ławki, na której powinna leżeć biała torba dziewczyny. Tymczasem nie było tam najmniejszego śladu po niej.
Nastolatka przeklęła pod nosem rozglądając się po klasie.
Nic.
Podeszła do biurka odsuwając papiery  historyka.
Boże, jaka ja głupia. Szukam torby pod kartkami!
Zrobiła rasowego facepalm’a jednocześnie śmiejąc się z swojej głupoty.
No nic, zapytaj jutro.
Już chciała wyjść, gdy drzwi do klasy delikatnie otworzyły się i stanął w nich ‘nowy’.
Cholera, wampir..
Wyglądał tak jak dzisiejszego poranka – przystojny i wysportowany, ubrany w lekko starte jeansy i czarną bluzę z złotymi włosami sterczącymi we wszystkie strony.
            - Um, cześć – powiedział wyraźnie zaskoczony obecnością siedemnastolatki.
            Ruby nie odpowiedziała. Stanęła jak wryta. Serce waliło jej jak młotem – została sama w klasie, w prawie pustej już szkole z wampirem. Z osobą tej samej rasy, co piętnaście lat temu zabiła jej rodziców.
            Może zacznę drżeć się jak oszalała, aż ktoś usłyszy i sprowadzi pomoc? Albo szybko pobiegnę w stronę drzwi.. tak, ale czemu są tak daleko?
            Musiałaby minąć chłopaka żeby dobiec do drzwi. Ale jej nogi były jak z waty i nie mogła się ruszyć.
            - Ty jesteś tą dziewczyną, z którą mam historie? – zapytał szczerząc śnieżnobiałe zęby.
            Dziewczyna skinęła niepewnie głową.
            Spojrzała prosto w oczy chłopaka i wtedy znowu to się stało. Niewidzialna nić przyciągała ich do siebie, jak gdyby znali się od wieków, wiedzieli o sobie wszystko i.. I byli sobie przeznaczeni..
            Klasa powoli rozmazywała się. Cały świat przestał istnieć. Liczył się tylko on. Wiedziała, że chłopak czuje to samo. Ale nie odwracał wzroku. Błękitne tęczówki były jedyną kolorową rzeczą w całym otaczającym ją szarym wszechświecie. Przepełniała je miłość i spokój. Siedemnastolatka doznała przypływu szczęścia zapominając przez chwilę, że chłopak jest wampirem.
            Istotą, która zabija niewinnych ludzi.
            Istotą, która zabiła jej rodziców.
            Istotą, której tak bardzo nienawidziła.
            Ruby wiedziała, że tak już dłużej nie może być. Jej serce przepełniała nienawiść do tych istot i żaden chłopak nie mógł tego zmienić. Przynajmniej tak myślała.
 Odchrząknęła z trudem odwracając wzrok na białe adidasy wampira.
Postanowiła udawać, że nic się nie stało, niczego dziwnego pomiędzy nimi nie zauważyła. Blondyn gapił się na nią z lekko otwartymi ustami, ale już po chwili oprzytomniał.
            - Wybacz, nie przestawiłem się – powiedział drapiąc się po głowie. Jego ręka wystrzeliła w stronę czarownicy.
            Nie, nie, nie!
            Ruby nie chciała znać jego imienia. Samo patrzenie się na niego było wielkim błędem, nie wspominając o patrzeniu mu prosto w oczy i niewyjaśnionych skutkach tego. Może wydawać się to dziwne, ale siedemnastolatce wydawało się, że od tego się wszystko zaczyna – najpierw chłopak wyjawia swoja imię. Potem ‘przypadkiem’ spotyka Ruby na korytarzu i próbuje sobie z nią pogawędzić. Na każdym kroku chodzi za dziewczyną myśląc, ze są co najmniej jakimiś najlepszymi przyjaciółmi. Następnie zapraszanie na randki, spotkania etc. Zwykła logika facetów.
            - Nazywam się Jo..
            - Fajnie się z tobą rozmawiało, ale musze załatwić bardzo ważną sprawę – powiedziała zanim wampir zdołał dokończyć zdanie. Starała się by jej ton zabrzmiał krótko i rzeczowo, żeby nie rozpoznał w nim kłamstwa, a Ruby najlepszą aktorką nie była.
            Zgrabnym ruchem ominęła zaskoczonego chłopaka. Byle jak najdalej..
            - Twoja torba jest u woźnego – usłyszała jego głos, ale nie odwróciła się. Szła przed siebie, szybkim , rytmicznym krokiem, zastanawiając się, skąd wampir wiedział czego szukała.

środa, 29 maja 2013

Rozdział I ,,Nowy".



             Zegar wybił siódmą nad ranem.
            Ruby Mallory z trudem wygramoliła się z łóżka. Po imprezowym weekendzie nastał poniedziałek – znienawidzony dzień siedemnastolatki.
            Leniwym krokiem doszła do dużej łazienki. Przemyła zaspane oczy, jak i całą twarz, po czym spojrzała w kwadratowe lustro wiszące nad kranem. Prychnęła z niezadowolenia. Jej twarz w kształcie serca wydawała się bledsza niż zwykle, a wręcz biała. Słodkie bladoróżowe usta wykrzywiła w grymasie. Mały, lekko zadziorny nos jako jedyny prezentował się wyśmienicie. Oczy, które ród Mallory’ów dziedziczył z pokolenia na pokolenie – duże, zielono-srebrne, które prawie zawsze wyrażały mądrość, jak i nudność współczesnym światem i, z których tym razem można było wyczytać jedynie kac po wczorajszym wieczorze. Kasztanowe, lekko kręcone włosy sięgały aż do idealnych bioder nastolatki. Była szczupła i wysoka i…
            .. I niezwykle piękna.
            Żaden śmiertelnik nie zdołał dorównać jej urodą. Cóż się dziwić, nie dość, że była istotą nieśmiertelną, to na dodatek pochodziła z linii prostej od najstarszej czarownicy na świecie – Crystal Mallory.  Prapraprapraprababcia siedemnastolatki poczęła córkę. Jej córka urodziła swoja córkę, zaś córka córki kolejną. Każda czarownica z rodu Mallory’ów miała jedną córkę, która dziedziczyła ‘tron’ nad całym światem czarownic i czarodziejów. Przyjmowały także imiona różnych kamieni szlachetnych. Crystal oznacza kryształ. Ruby znaczy rubin. A wychowanka nastolatki, jej babcia, nazywa się Amber, czyli bursztyn.
            Dlaczego Ruby wychowywała babcia? Otóż, gdy dziewczyna obchodziła swoje drugie urodziny na skromną imprezę dostały się wampiry. Oczywiście wtedy czarownice i wampiry żyły w zgodzie. Ale dwójka tych krwiopic zbuntowała się i zabiła rodziców Ruby – jej matkę - Sapphire, dziedziczkę tronu i ojca - Jamesa, potężnego czarodzieja z rodu Poole’ów. Oczywiście ród władający wampirami – Temple,  skazał dwójkę wariatów na śmierć, jednak nie poprawiło to stosunków świata czarownic z światem wampirów. Od tych piętnastu lat oba światy się nienawidzą.
            Aktualnie światem czarownic rządzi babcia Ruby – Amber. Siedemnastolatka jest jej następczynią, a zarazem księżniczką. Czy to oznacza, że codziennie pokazuje się z ochroną, by nie zdarzyła się taka katastrowa jak piętnaście lat temu? Nie. Ruby zrezygnowała z tego przywileju. Zamiast tego cieszy się młodością i zachowuje jak zwyczajna nastolatka. Chodzi do szkoły w Los Angeles – stolicy wszystkich czarownic i czarodziejów, wampirów i wilkołaków. Uwielbia się bawić – nowy weekend = nowa impreza.
            Ruby nienawidziła z całego serca wampirów. Przez nich nie miała okazji poznać swoich rodziców (jak wspomniałam zostali zabici, gdy dziewczyna miała 2 latka). Jedyną pamiątką po rodzicach jest zdjęcie – czarnowłosy, wysoki mężczyzna stojący obok prześlicznej brunetki o niesamowitych zielono-srebrnych oczach, która trzymała na rękach uradowane dziecko o identycznych patrzadłach i uśmiechu. ..


*


            Siedemnastolatka jeszcze raz przemyła twarz, po czym z niezwykłą delikatnością włożyła na siebie zwykłe czarne rurki i biały T-shirt.  Do tego ciemne trampki, szybkie przeczesanie włosów, które i tak zawsze wyglądały idealnie i już. Jest gotowa.
            Zeszła ruchem modelek po purpurowych schodach. Na dole siedziała Amber Mallory – najbardziej kochana osoba na świecie przez Ruby i czarownice.  Babcia miała powyżej osiemdziesięciu lat, ale dalej wyglądała pięknie. Lekko zgarbiona, ale i tak dostojna kobieta. Jej włosy przeplatały się – kasztanowo-szare. I przyciągające oczy – identyczne jak oczy Ruby, Sapphire, Crystal  i innych potomek Crystal Mallory.
            Ruby podeszłą do babki całując powietrze obok jej policzka i wyszła, zanim staruszka cokolwiek powiedziała.
            Szkoła dziewczyny znajdowała się pół mili od jej domu, dlatego zawsze chodziła do niej pieszo. Szła wolnym tempem rozmyślając o swoim śnie.. Każda czarownica z rodu Mallory otrzymywała dodatkową moc, której nie posiadała żadna inna czarownica na świecie. Amber, na przykład, miała zdolność czytania w myślach zarówno człowieka, jak i istoty nadprzyrodzonej. Dlatego jej wnuczka nic nie potrafiła przed nią ukryć. Za to Ruby miała prorocze sny. Niestety, nie zawsze wiedziała o co w nich chodzi. Były to zazwyczaj strzępki jakiś scen, które miały niedługo się zdarzyć. Dzisiejszej nocy śniła jej się wielka komnata, po której środku stał ołtarz. Obraz szybko zmienił się na dziewczynę idącą w przepięknej, białej sukni ślubnej i długim welonie na głowie. Ruby nie zdołała zobaczyć jej twarz, bowiem dziewczyna szła odwrócona do niej tyłem. Kolejny obraz – jej babcia, Amber Mallory, stojąca w jedwabnej sukni wycierająca chusteczką łzy pod ślicznymi oczami. Następna scena przedstawiała jakiegoś chłopaka. Tym razem Ruby widziała jego twarz – był niesamowicie przystojny. Włosy koloru mieniącego się w słońcu zboża i hipnotyzujące, błękitne jak niebo oczy. Nie mógł być człowiekiem..
            Ruby otrząsnęła się. Doszła już do szkoły – wielkiego, szarego budynku. Nic specjalnego. Poprawiła spadającą z ramienia torbę i pewnym krokiem przeszła przez bramy ,,młodzieżowego więzienia”. Do tej szkoły chodziły zarówno istoty nadprzyrodzone, jak i ludzie. Biedaki, nie mieli zielonego pojęcia, że istnieją czarownice, wilkołaki i wampiry, byli święcie przekonani, że każda osoba w szkole jest człowiekiem.
 Siedemnastolatka już z daleka zauważyła swoją najlepszą przyjaciółkę – Victorię Brown. Rówieśniczka jak zawsze prezentowała się niesamowicie – platynowe włosy spływały niczym strumyk po jej plecach, fiołkowe oczy wędrowały z ucznia na ucznia, duże, krwistoczerwone usta wygięte były w szczery uśmiech.
Niezwykle piękna nie mogła być człowiekiem. Tak, Victoria Brown była wilkołakiem.
- Ruby! – wykrzyknęła kiedy jej oczy napotkały czarownicę.
- Victoria, jak dobrze cię widzieć – Ruby odsłoniła swoje śnieżnobiałe zęby.
-  Słyszałaś o nowym uczniu w naszej szkole? – zapytała przyjaciółka, kiedy znalazły się już z dala od gapiów.
- Nie.. kto to taki?
- Ah, może ci się nie spodobać – Vicky przygryzła dolną wargę. Ruby natomiast czekała w milczeniu. – Nowy jest wampirem.. – szepnęła jej na ucho.
Kolejny wampir.. Już 3 w tej szkole..
Szkoła liczyła 4 czarownice i 2 czarowników – oczywiście wszyscy taktowali Ruby jak księżniczkę, no, w końcu nią była.  2 wilkołaków – Victoria i jeden chłopak z klasy niżej. Wilkołaki i czarownice żyli w pokojowych stosunkach. Niektóre wilki stanęły po stronie czarownic i znienawidziły wampirów, ale niektóre zostały neutralne. W tym rodzina Victorii.  W szkole grasowało również dwójka wampirów – jeden z klasy wyżej, którego Ruby nienawidziła z całego serca, oraz jedna dziewczyna z klasy niżej. A teraz kolejna krwiopijca..
- Jest jeszcze coś – powiedziała Vicky, a na jej ślicznej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Hm?
- Będzie z nami chodził do klasy – powiedziała z niepewną miną, jakby bała się, że Ruby wybuchnie.
Ale ta tylko skinęła głową.. . ‘Chodził’, znaczy, że jednak chłopak
- I tak każdy uczeń ma inny plan lekcji – kąciki ust czarownicy powędrowały ku górze.
- Tak, masz racje – skwitowała srebrnowłosa. – Sprawdziłam kiedy masz z nim lekcje. – pogrzebała w kieszeni czerwonych rurek i wyjęła mały skrawek papieru.
- Już miałam nadzieję, że w ogóle – mruknęła Ruby.
- Matematyka, historia, angielski, chemia i biologia..
- Co?! – krzyknęła Ruby, pewna, że jej oczy właśnie stały się bardziej srebrne. Potomkowie Crystal, pierwszej czarownicy już tak mieli, gdy się wściekali.
Siedemnastolatka była naprawdę wkurzona. Nawet z Vicki miała tylko historię i geografię. A z krwiopijcą musiała dzielić klasę, aż w czasie pięciu lekcji. Nie była pewna czy to wytrzyma..
- Oh, Ruby, daj spokój, może on nie będzie jak inne wampiry.. – powiedziała Victoria i już wiedziała, że zrobiła ogromny błąd.
- Nie rozumiesz, że wszystkie wampiry są takie same?! Tak trudno zrozumieć, że zabili moich rodziców? – z oczu siedemnastolatki zniknęła zieleń i stały się całe srebrne. Nietrudno było zobaczyć w nich złość.
- Ruby, ja.. ja nie chciałam.. Przepraszam..
- Tak, ale skąd ty to możesz wiedzieć. – kontynuowała Ruby, nie zwracając uwagi na słowa przyjaciółki. – Twoi rodzice są cali i zdrowi, a na dodatek trzymają stronę tych.. Tych krwiopic! Tak samo zresztą jak ty!
            - Ah tak? – tym razem również Vicky puściły nerwy. – Nie zapominaj, że moja rodzina żyje w pokojowych stosunkach i z czarownicami , i z wampirami. To jest chyba najwłaściwsza droga, nie sądzisz? My, nieśmiertelni, powinniśmy trzymać się razem! Chcesz doprowadzić do wojny? Jedno twoje skinięcie, a rzesza czarownic stanie do walki. Ale czy to jest dobre rozwiązanie?
            Ruby zatkało. Jej przyjaciółka miała stuprocentową racje.
            -  Masz rację. Przeżyje to.. przecież wcale nie musze się do niego odzywać, no nie? – szepnęła Ruby, a jej oczy znów przybrały barwę zielono-srebrną.
            Victoria tylko uśmiechnęła się.
            - To co teraz mamy? – zapytała czarownica.
            - Hm.. Poniedziałek.. Obie mamy historię.
            Victoria zauważyła jak Ruby się skrzywiła.
Historia z krwiopicą..


*


Przyjaciółki weszły do klasy. Zajęły miejsce w drugiej ławce pośrodku klasy. Ruby skubała paznokcie cały czas zaglądając na wszystkich uczniów szukając nowego. Jednak wszystkie twarze były znajome. Siedemnastolatka odetchnęła z ulgą.
Cóż, chyba nasz wampirem jednak zmienił zdanie..  Uśmiechnęła się gorzko.
- No cóż – doszedł je głos nauczyciela historii, zwykłego śmiertelnika. – Słyszałem o nowym uczniu, ale najwidoczniej się nie zjawi..
No tak. Szkoła w Los Angeles nie tolerowała spóźnień uczniów.
- I baaaardzo dobrze – mruknęła Ruby, przez co dostała kuksańca od Victorii.
Jednak w tej samej chwili drzwi klasy szybko się otworzyły. Stanął w nich ‘nowy’.
Wszystkie oczy zwróciły się na niego. Serce Ruby zabiło szybciej.
Gdzieś go już widziała…
Chłopak był niezwykłej urody – wysoki i wysportowany. Włosy koloru zboża sterczały we wszystkie strony, jednak nie wyglądało to niechlujnie. Wręcz przeciwnie. Głębokie, błękitne oczy  wędrowały z ucznia na ucznia, aż napotkały wzrok Ruby.
Jej serca zbiło szybciej. Teraz była już pewna z skąd znała tego chłopaka.
Jej sen.
Szybko odwróciła wzrok chwytając długopis i udając, że zapisuje jakieś notatki. Niestety, ręce tak jej drżały, a serce łomotało, że z hukiem położyła go na stoliku, a wszystkie oczy skierowały się w jej stronę.
- Ruby, co się z tobą dzieje? – zapytała widocznie zatroskana srebrnowłosa przyjaciółka.
Jednak siedemnastolatka jej nie odpowiedziała. Pochłonęły ja  myśli – blond włosy chłopak, wielka sala, ołtarz, przepiękna suknia ślubna, płacząca babcia Amber.
I nagle cały sen nabrał sensu.



------------
Elo :D.
mam nadzieję, ze rozdział się podobał.
BARDZO PROSZĘ O POZOSTAWIENIA KOMENTARZA.
Miłego długiego weekendu! :D

poniedziałek, 27 maja 2013

Prolog.


          Ludzie są naiwni. Myślą, że wiedzą wszystko o otaczającym ich świecie. Nic bardziej mylnego.
           Los Angeles – stolica istot nadprzyrodzonych, nieśmiertelnych:  wampiry, wilkołaki, czarownice.
           Świat nadprzyrodzonych dzieli się na 3 mniejsze światy: Świat Wampirów. Świat Wilkołaków oraz Świat Czarownic.
           Każdym światem rządzi najstarszy należący tam ród.
           Światem Wampirów rządzi ród Temple’ów.
           Światem Wilkołaków rządzi ród Wolf’ów.
           Światem Czarownic rządzi ród Mallory’ów.
           Co się stanie jeśli dwa światy się znienawidzą?
           Czy uda się powstrzymać przed wojną?
           Czy połączenie potomkini Mallory’ów i potomka Temple’ów jest słusznym rozwiązaniem?
           Łzy, ból, tęsknota, miłość, a nawet śmierć.
           Skłócone światy muszą zapamiętać jedną regułę:


            MIŁOŚĆ PRZEZWYCIĘŻY ŚMIERĆ.
            MIŁOŚĆ JEST SILNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ.



.....................
Liczę na komentarze ;*