Ruby siedziała w jadalni. Jedną ręką
opierała swój podbródek, drugą maczała łyżkę w talerzu pełnym mleka. Nie miała
ochoty jeść. Nawet z trudem przekonała się do pójścia do szkoły. A wszystko
przez to, co stało się w środku nocy.
Kolejny dziwny sen.
Piękna dziewczyna, o
elfiej twarzy, króciutkich ciemnych włosach uciekała przebijając się przez
chaszcze w dużym lesie. Na czerwonej od wysiłku twarzy spływały krople potu, jeansy i kurtkę miała rozdarte w niektórych miejscach,
gdzie można było zobaczyć wielkie, głębokie rany. Mimo ciężkiego i
nieregularnego oddechu krzyczała ile sił, wzywała pomocy i błagała o litość.
Głos miała przepełnionym nieograniczonym bólem i strachem. Biegła, cały czas
odwracając się za siebie. Potknęła się o gałąź leżącą na ziemi. Upadła. Do jej
oczy napłynęło więcej łez. Teraz Ruby widziała dokładnie jej oczy – duże,
jasnoniebieskie okolone długimi rzęsami. Biła w nich magia, jaką mają tylko
czarownice. Była jedną z nich. Należała do świata czarownic..
Obraz znikł.
Scena nie zmieniła się, ale zapadła ciemność. Słychać było tylko krzyki dziewczyny, niezrozumiane błagania, a nawet łacińskie zaklęcia obronne. Ale nie podziałały.. Jakieś intensywne kroki zbliżały się do czarownicy. Mocne, przepełnione siłą. Jakby od zwierzęcia. Ale wtedy dziewczyna dałaby sobie z nim radę. To musiał być nieśmiertelny. I wtedy Ruby przyszła namyśl tylko jedna istota – wampir. Wampir, który chciał dopaść czarownice, tak jak kilkanaście lat temu zrobili to z jej rodzicami. I mimo, że ciągle spała ogarnął ją ogromny gniew, który nawet zagłuszył krzyki dziewczyny w śnie. Ale nagle nastąpiła zupełna cisza. Krzyki zamieniły się w szepty, a kroki ustąpiły. Ruby już myślała, że istota zostawiła czarownice, ale w ułamku sekundy nieśmiertelny odbił się od ziemi i skoczył na dziewczynę. Zaatakował. Krzyki krótkowłosej przyprawiły Ruby o dreszcze. Przepełnione nieograniczonym bólem, jakby najgorsze tortury. Po policzkach księżniczki czarownic popłynęły łzy.
Scena nie zmieniła się, ale zapadła ciemność. Słychać było tylko krzyki dziewczyny, niezrozumiane błagania, a nawet łacińskie zaklęcia obronne. Ale nie podziałały.. Jakieś intensywne kroki zbliżały się do czarownicy. Mocne, przepełnione siłą. Jakby od zwierzęcia. Ale wtedy dziewczyna dałaby sobie z nim radę. To musiał być nieśmiertelny. I wtedy Ruby przyszła namyśl tylko jedna istota – wampir. Wampir, który chciał dopaść czarownice, tak jak kilkanaście lat temu zrobili to z jej rodzicami. I mimo, że ciągle spała ogarnął ją ogromny gniew, który nawet zagłuszył krzyki dziewczyny w śnie. Ale nagle nastąpiła zupełna cisza. Krzyki zamieniły się w szepty, a kroki ustąpiły. Ruby już myślała, że istota zostawiła czarownice, ale w ułamku sekundy nieśmiertelny odbił się od ziemi i skoczył na dziewczynę. Zaatakował. Krzyki krótkowłosej przyprawiły Ruby o dreszcze. Przepełnione nieograniczonym bólem, jakby najgorsze tortury. Po policzkach księżniczki czarownic popłynęły łzy.
I w takim stanie właśnie się obudziła.
Nie czekając ani dłużej pobiegła do swojej babki opowiadając
jej o wszystkim. Ta natychmiast udała się do całej rady starszych nakazując
pójście do szkoły i nie mówić nikomu o dziwnym śnie.
Tak więc siedemnastolatka siedziała w jadalni rozmyślając o
tym wszystkim. Oczywiście nie każdy sen był tym proroczym, ale mimo tego
obowiązkiem Ruby było zawiadomić o zastałej sytuacji królową. Modliła się w
duchy, żeby to był zwyczajny koszmar. Ale czy można mieć koszmar o jakiejś
czarownicy, której się nigdy nie widziało?
*
Zgodnie z nakazem babki Ruby poszła do szkoły. Tak naprawdę
spóźniła się na pierwszą lekcję, a raczej specjalnie nie przyszła, ponieważ był
to angielski, gdzie musiała by dzielić klasę z nowym wampirem.
Nie powiedziała również nikomu o śnie. Nikomu, nawet
Viktorii. Mimo, ze była jej najlepszą przyjaciółką, nie zawsze okazywała
zrozumienia. Zwłaszcza, że jej rodzina wychowała ją na neutralną osobę, która jest
nastawiona pokojowa i do wampirów, jak i do czarownic. Pewnie nawymyślałaby, że
to pewnie jakieś zwierze zabiło krótkowłosą czarownice. Ale Ruby była pewna, że
to wampir.
Siedziały na drewnianej ławce. Była akurat przerwa na lunch,
ale one postanowiły zostać w szkole.
- Jak tam przygotowania na bal? – zagadnęła Ruby.
- Dalej czekam – westchnęła Viktoria.
Oczywiście czarownica wiedziała o co chodzi. Viktoria miała
nadzieję, że Rodger Finnister – starszy chłopak o czarnych włosach i oczach,
który od zawsze był celem Vicky, zaprosi ją na bal, jak zrobił to zeszłego
roku.
Ruby chciała trochę dokuczyć przyjaciółce, kiedy koło nich stanęła
Jessica Wood – wampir. Była rok młodsza od nich. Miała jasną karnacje, co
doskonale kontrastowało się z kruczoczarnymi włosami i niebiesko-zielonymi
oczami. Kiedyś ona i Viktoria były przyjaciółkami, przez fakt, że ich rodzice
się przyjaźnili, ale zmieniło się to, gdy dwójka wampirów zabiło Sapphire oraz Jamesa Mallory. Wtedy Vicky stała się wierna Ruby i nie utrzymywała
kontaktu z wampirzycą.
Ruby spiorunowała Jessice wzrokiem.
Czego ona tu szuka?
- Czego chcesz? – zapytała Mallory.
Wampirzyca spojrzała na nią
pogardliwie.
- Nie przyszłam do ciebie – syknęła,
po czym odwróciła się w stronę Victorii. – Słuchaj, mam sprawę..
Vicky wysłała jej pytające
spojrzenie.
- Mam problemy z historią. Słyszałam,
że ty bardzo dobrze sobie z nią radzisz…
Ruby kątem oka spojrzała na
zaskoczoną minę przyjaciółki. Uśmiechnęła się pogardliwie, wiedząc, że Victoria
odmówi.
- Wiem, że między nami ostatnio nie
było tak dobrze – ciągnęła. – Ale może mogłabym wpaść i byś mi pomogła?
Ruby nie wytrzymała i wybuchła
śmiechem. Obie dziewczyny spojrzały na nią pytająco. Viktoria dotknęła ją za ramie,
po czym odwracając się do wampirzycy wysłała jej złośliwy uśmiech.
- Przepraszam cię, ale nie mam czasu – powiedziała.
Jessica obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem. Nie
odpowiedziała, tylko odwróciła się na piecie i ruszyła korytarzem.
- Zaraz wracam – szepnęła Viktoria. – Idę do łazienki.
Ruby skinęła głową. Jej przyjaciółka
ruszyła korytarzem. Teraz miała szanse, by przemyśleć dzisiejszy sen. Nic nie
wpadało jej do głowy. Po co wampir miał zabijać czarownice? Jeszcze bardziej
pogorszyć stosunki tych dwóch światów?
Siedemnastolatka patrzała pustym
wzrokiem na wracających z lunchu uczniów szkoły w Los Angeles. Uwagę jej
przybił nowy wampir – włosy koloru zboża, duże błękitne oczy, nienaturalna
piękność. Wszystkie wampiry, wszystkie istoty nadprzyrodzone, odznaczały się
sprytem, mądrością i niesamowitą urodą. Ale on… Go się nie dało opisać. Był
idealny. A raczej byłby, gdyby nie biła od niego wampirza moc.
Chłopak wyczuł chyba na sobie wzrok
Ruby i odwrócił się w jej stronę. Spojrzał w jej oczy. Ale tym razem dziewczyna
zareagowała. Niechętnie zmusiła się, by odsunąć wzrok. Ale jej umysł nadal przyćmiewał
ów wampir.
I wszystko nabrało nowego sensu.
Wampir przeprowadził się do las
Angeles dwa dni temu lub po prostu zmienił szkołę. Wiedział, ze Ruby jest
księżniczką, więc próbował się z nią zaprzyjaźnić, ale nienawidził czarownic,
tak jak ona nienawidzi wampirów. Dlatego dzisiejszej nocy zabił jednego z
przedstawicieli świata czarownic. To było ostrzeżenie. Ostrzeżenie, żeby
czarownice poddały się.
*
- Więc
uważasz, że za zabójstwem Rose Dolsen odpowiedzialny jest wampir? – zapytała Amber
Mallory.
- Tak
właśnie uważam – przytaknęła jej wnuczka.
Siedziały
przy kuchennym stole. Od razu po powrocie Ruby ze szkoły babka opowiedziała jej
o wszystkich, a raczej większości spraw, które razem z radą czarownic
sprawdziły. Otóż najważniejszą z nich było, że sen Ruby niestety był tym
proroczym. Ciało młodej czarownicy – Rose Dolsen, znaleziono w lesie w Las Vegas.
Sam fakt, że nowy wampir tak szybko po dokonanym mordzie wrócił na czas szkoły do
Los Angeles było prawie niemożliwe, a co dopiero, żeby w tym samym czasie, w
dwóch innych miastach zabił kolejną osobę! Bo tak właśnie było. Niedługo po
znalezieniu ciała Rose, czarownice z San Francisco odnalazły ciało czarownika,
jak się okazało był to potomek jednego z potężniejszych rodów. Dave Gullian
został zabity w ten sam sposób jak Rose Dolsen. Oboje wyglądali, jakby zaatakowało
ich grupa dzikich zwierząt. Nie mógł być to zwykły zbieg okoliczności.
Czarownice na całym świecie ogłosiły natychmiastowy alarm, by żadna czarownica
bądź czarownik nie wychodził w nocy z domu.
- Nie
możliwe jest, by w ciągu pół godziny dojechał z Las Vegas do San Francisco. A
nawet gdyby, to już na pewno nie zdążył wrócić do los Angeles. A sama mówiłaś,
ze widziałaś go dzisiaj w szkole – powiedziała spokojnie babka.
- To, że od kiedy tu jest
zamordowano już dwoje naszych, to też dziwny zbieg okoliczności? – Ruby nie
dawała za wygraną. – Może ma jakiś pomocników? A jeśli to potomek tych dwojga wampirów,
którzy… - przełknęła ślinę. Nie musiała kończyć, babka wiedziała o co jej
chodzi.
- Nie wiesz, kim on jest? – zaśmiała
się Amber.
- Wiem. Jest zabójcą..
Babka zaprzeczyła.
- Z tego, co mi wiadomo, to właśnie
ród Temple’ów skazał tych dwoje za śmierć. Wampirzy królewski ród nigdy nie
chciał walki czarownic między wampirami. Przez całe szesnaście lat dążyli do pokoju,
nie nienawidzą czarownic i nie mają powodu ich zabijać..
- Królewski ród? – przerwała jej
Ruby.
Babka podniosła do góry głowę.
Spojrzała w identyczne oczy swojej wnuczki.
- John Temple. Oskarżasz o zabójstwa
księcia wampirów. – oznajmiła poważnym tonem.
-----------------------
Hallo everyone! :D