Biologia
mijała niemiłosiernie długo. Czarnoskóry nauczyciel mówił coś o układzie
pokarmowym owadów, ale sens jego słów nie dochodził do Ruby. Dziewczyna cały
czas obserwowała siedzącego kilka ławek dalej wampira. Zaraz po tej lekcji,
ostatniej już w tym dniu, postanowiła dać mu eliksir prawdy i wyciągnąć z niego
wszystko, co możliwe. Miała na to całe pół godziny. Powtarzała również w
myślach stare zaklęcie zapomnienia, żeby chłopak nie pamiętał o zdarzeniu,
które miało nastąpić. Długopis, którym
miała przepisać jakąś notatkę nie chciał utrzymać się w drżącej ręce. Lekko
przycisnęła nim do papieru, ale tworzące się pismo, było tak krzywe, że nie
zdołałaby go później odczytać.
- Wszystko w porządku? – zapytał
nauczyciel kierując swoje czarne oczy na drżącą rękę dziewczyny.
Ruby poczuła na sobie wzrok Johna.
Bała się, że zauważy, iż coś knuje, a wtedy mogłoby się to źle skończyć.
Przełknęła ślinę, wzięła spory kawał
powietrza i odstawiła długopis na ławkę.
- Tak – odpowiedziała z kwaśnym
uśmiechem. – Lekki skurcz dłoni.
Nauczyciel tylko kiwnął głową
odwracając głowę w kierunku tablicy i cienkim kijem wskazując na namalowaną
wątrobę.
Czarownica próbowała skupić się na
słowach pedagoga. Myśli o eliksirze zamieniła na myśli o dobrych ocenach, na
których jej tak naprawdę nie zależało. Ale musiała się czymś zająć, bo inaczej
zamieniłaby się w kłębek nerwów.
Coś
nie tak, kochanie? – usłyszała odbijający się w jej głowie głos.
Spojrzała na właściciela słów. John
siedział z odwróconą w jej stronę twarzą. Gdy tylko zobaczył, że na niego
spojrzała, uśmiechnął się delikatnie, w zamian za co ona postanowiła posłać mu
pełen obrzydzenia wzrok. Szybko jednak się opamiętała, bo przecież musi jakoś
przekonać go, żeby został z nią w klasie, gdzie poda mu eliksir. Z trudem odwzajemniła uśmiech.
Po
lekcji w tej klasie – rzuciła, starając się, by jej głos brzmiał obojętnie.
John rozszerzył usta w jeszcze większym
uśmiechu i odwrócił głowę w stronę tablicy.
I właśnie w tym momencie zadzwonił
dzwonek.
Nauczyciel, chcąc uniknąć zderzenia z uczniami szybko wyszedł z klasy.
Za nim plotkujące dziewczyny i gawędzący
chłopcy. Klasa opustoszała szybko, nic dziwnego – wszyscy chcieli jak
najszybciej opuścić budynek. Zostały tylko dwie osoby.
- Więc, – zaczął John, przerywając
cisze. – coś się stało?
Chowając do torby ostatnią książkę
zaczął iść w kierunku Ruby.
Dziewczyna dziwnie czuła się, gdy
została sam na sam z wampirem. Strach zmieszany z ciekawością, przypominając
sobie powiedzenie: ciekawość jest silniejsza niż strach, nie cofnęła się, a
raczej nieco przybliżyła do chłopaka.
- Myślałam, że możemy pogadać –
odpowiedziała obojętnie siadając na ławkę.
- Myślałem, że nie zadajesz się z
wampirami – powiedział tym samym tonem, przez co dziewczyna zauważyła, że się z
nią droczy.
- Może nie z wszystkimi?
Chłopak parsknął. Przysunął twarz do
twarzy Ruby, tak, że dzieliło ich od siebie zaledwie kilka centymetrów. Serce
czarownicy przyspieszyło. John wyciągnął rękę i odsunął za ucho jej niesforne
włosy z czoła, po czym jego usta powędrowały w tym samym kierunku. Poczuła jego
oddech na swoim uchu.
- Wiem, że czegoś ode mnie chcesz,
Ruby Mallory – szepnął. – Ale ja nic nie wiem, więc możesz sobie odpuścić.
Poczuła jak twarz Johna oddala się
od niej, a już po chwili zobaczyła stojącego go przed drzwiami.
- Zaczekaj – powiedziała. Wiedziała,
że musi go jakoś zatrzymać. Ze to jedyna okazja, żeby dać mu eliksir i
wyciągnąć z niego prawdę.
Zsunęła się z ławki i podbiegła do
Johna. Jej serce już nie stukało, ale biło jak oszalałe. Nie bardzo wiedziała
co robi. Ta walka: serce przeciw mózgowi i szybka decyzja, któremu z tych dwóch
narządów zaufać. Niepewnie wtuliła palce w jego włosy przyciągając chłopaka do
siebie. Czuła jego szybki oddech. Czuła jego dłonie na swoim biodrze. Czuła
zapach jego perfum. Wiedziała, co teraz ma się wydarzyć. Sama nie wiedziała czy
tego chce czy nie, ale i tak było za późno na zmianę decyzji.
Wpięła swoje usta w jego.
Na początku całowali się delikatnie.
Lekko muskali swoje usta. Jego ręce przyciągnęły ją mocniej do siebie, tak, że
czuła jego ciepło, bezpieczeństwo. Z czasem ich wargi zaczęły
współpracować. Całowali się coraz
namiętniej. Ruby delikatnie przejechała swoim językiem po jego wardze. Byli
połączeni. Na krótko, gdyż czarownica nagle się odsunęła. Nie dała po sobie poznać, że zrobiła to, by
go zatrzymać. Szybko przytuliła się w jego tors. Nie musiała go widzieć, żeby wiedzieć, że się
uśmiecha. Ona również lekko podniosła kąciki warg.
- Nadal uważasz, że czegoś od ciebie
chce? – szepnęła.
- Może chcesz mnie wykorzystać - odpowiedział, na co oboje się zaśmiali.
Ruby delikatnie odsunęła się od
niego. Zastanawiała się, co ma powiedzieć, żeby wypił przygotowany wcześniej
eliksir, który wyglądał jak zwykły napój. Jej plan miał wyglądać trochę
inaczej. Ale nie żałowała. Nie chciała, żeby to się jeszcze powtórzyło, ale nie
żałowała. Podobało jej się, choć wiedziała, że nie może tak być. Czarownica nie
może być z wampirem.
- Gorąco się zrobiło – powiedział
John z pełnym uśmiechem, siadając na
ławkę i gestem zapraszając, żeby usiadła obok.
I nagle do jej głowy przyszedł
genialny pomysł.
- Nie mam krwi, ale wampiry chyba
też coś piją, prawda? – zapytała, siadając obok.
- Czasem tak dla ochłodzenia –
zaśmiał się.
Z torby wyciągnęła zwykła butelkę z
cieczą. Butelkę z eliksirem prawdy.
- Trzymaj – powiedziała podając mu
napój. - Do dna.
John spojrzał na nią zdziwiony, ale
bez zawahania wypił prawie całą zawartość.
- Właściwie, to co to… - przerwał.
Jego źrenice się powiększyły, a usta otworzyły. Nawet on wydawał się być teraz
taki bezbronny. Patrzył przed siebie niewidzialnym wzrokiem.
Ruby stanęła naprzeciwko niego.
- Jak się nazywasz? – zapytała, by
sprawdzić czy nie wypił za dużo eliksiru, bo wtedy skończyło by się to
półgodzinną utratą pamięci.
- John Edward Temple – odpowiedział
swoim głosem, ale mówił zdecydowanie wolniej.
- Świetnie – klasnęła w dłonie
czarownica. – Zadam ci parę pytań, na które odpowiesz mi, rozumiesz?
- Tak.
- No więc opowiedz mi, dlaczego
przeprowadziłeś się z… - czarownica
zastanowiła się. – Właśnie, gdzie ty poprzednio mieszkałeś?
-Los Angeles.
Ruby zdała sobie sprawę z własnej
głupoty. Przecież to oczywiste, że mieszkał w LA, przecież rodzina królewska
musi zamieszkiwać stolice swoich światów, a wszystkie światy miały tą samą
stolice.
- No dobrze. W takim razie dlaczego
zmieniłeś szkołę? – zapytała podejrzliwie.
- Ludzie zaczęliby podejrzewać,
dlaczego się nie starzeję. Co kilka lat przeprowadzam się do różnych szkół w
Los Angeles.
Dziewczyna po raz kolejny chciała
puknąć się w głowę. Zadawała oczywiste pytania. Ona, jako czarownica starzała
się. Może dożywała starszego wieku niż śmiertelnicy, ale z roku na rok
zmieniała się fizycznie. Wampiry przecież tak nie mają.
- Masz coś wspólnego ze zabójstwami
tych czarownic i czarowników?
Tego pytania bała się
najbardziej. Jeszcze rano chciała, żeby
przyznał się do morderstw, ale po tym zdarzeniu, które miało miejsce kilka
minut temu? Jej ręce zaczynały się
pocić, serce walić, a oddech przyśpieszać.
- Nie, nie mam nic wspólnego z tymi
zabójstwami.
Ruby wypuściła powietrze, zdając
sobie sprawę, że przez chwile wstrzymywała je. Kąciki jej ust powędrowały do
góry. To nie jego sprawka. Źle go osadziła. Może nie wszystkie wampiry są jak
ta dwójka, która dokonała morderstwa księżniczki czarownic i jej męża? Z kolei
sama nie wiedziała czy czuć ulgę czy wręcz przeciwnie. Gdyby okazało się, ze on
jest zabójcą, mordercą niewinnych czarownic i czarodziejów, zaprzestałaby
dalszym mordą. Ale z drugiej strony od początku czuła, ze to nie on, choć
niedopuszczana tej wizji do swojego mózgu. Musiała się przed sobą przyznać –
popełniła błąd.
- Wiesz coś na ten temat?
Liczyła na to, ze zna zabójcę lub
może widział kogoś zachowującego się podejrzanie. Ale niestety jego odpowiedź
była inna.
- Nie –
wyszeptał.
Czarownica była na siebie zła, że tak
niesłusznie go oskarżała. Czuła do niego nienawiść nie znając go. Była głupia,
jak mogła go tak niesłusznie osądzić?
- W sumie to wszystko o czym chciałam wiedzieć.
Mimo, ze zostało jej kilkanaście
minut postanowiła już wymazać pamięć chłopakowi i pójść do domu. Zastanawiała
się jednak, czy zostawić mu obraz ich pocałunku czy go również wymazać.
Podczas tych zastanowień do jej
głowy trafiło jeszcze jedno pytanie.
- Używasz hipnozy?
Przypomniała sobie niewidzialną nic
przyciągającą ich do siebie.
- Raz próbowałem. – odpowiedział.
A więc wszystko jasne… Użył hipnozy,
ponieważ… Właśnie, dlaczego on jej użył?
- Po co to zrobiłeś?
Znów te sekundy ciągły się jakby
były minutami.
- Chciałem zahipnozować
nauczycielowi, zależało mi na lepszej ocenie.
Ruby kilkakrotnie zamrugała.
- Co zrobiłeś? – zapytała, myśląc, ze
się pewnie przesłyszała.
- Chciałem, żeby wpisał mi A z
kartkówki. Ale nie udało się.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Nie zahipnotyzowałeś Ruby Mallory?
- Nie.
Czarownica nic z tego nie rozumiała.
Przecież było to jedyne sensowne wyjście z tej sytuacji.
- To dlaczego ona czuje, jakby coś
was łączyło?
Spodziewała się, ze z jego ust
wyjdzie ,,nie wiem”. Ale zamiast tego powiedział cos innego. Coś, czego nie
mogła zrozumieć.
- Jesteśmy sobie przeznaczeni.
Wpatrywała się w jego oczy w
milczeniu. Nie obchodziło ją, że on patrzył pustym wzrokiem w ogóle
innym kierunku. To było tak,
jakby spodziewała się w tych błękitnych tęczówkach wyczytać odpowiedź. Jakby
było to prostsze od zwykłego pytania. Nieświadomie przeczyła głową i miała
wrażenie, że zaraz wybuchnie sarkastycznym śmiechem, jakby ktoś opowiedział jej
nie śmieszy żart.
- Nie. – odpowiedziała, jakby
chciała wybić taką odpowiedź z jego głowy. -
Powiedz, dlaczego gdy patrzy ci w oczy coś ją do ciebie przyciąga?
- Przeznaczenie – powtórzył.
Ruby uśmiechnęła się nerwowo.
- Wytłumacz mi – szepnęła.
Wzięła do płuc spory kawałek
powietrza. Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Pierwszy raz była w takiej
sytuacji – sytuacji, w której nie widziała żadnego konkretnego wyjaśnienia.
- Druga połówka, bratnia dusza,
bliźniaczy płomień – powiedział. – Każdy nazywa to inaczej. Dla mnie to po
prostu przeznaczenie.
Język ścisnął gardło Ruby, tak, ze
nie mogła nic powiedzieć. Słyszała o tym. Babka jej opowiadała o jej rodzicach,
dwóch połówkach, dzięki którym teraz tu jest. Ale przecież nie możliwe, ze ona
i John nimi są. Po prostu tak się nie da..
- Wiesz, że wampir i czarownica nie
mogą być sobie przeznaczeni? – wysyczała, jakby to co usłyszała było
największym przekleństwem.
- Wiem.
Wiedziała, że jej oczy zmieniają
barwę na srebro. Jej twarzy przybrała koloru dojrzałych pomidorów, a serce
skakało, jakby zaraz miało wylecieć. Dobrze pamiętała, że każdy ma na świecie
swój bliźniaczy płomień. Swoją pokrewna duszę czy drugą połówkę. Ale dobrze
wiedziała również, ze musza być to przedstawiciele tej samej rasy. Człowiek z
człowiekiem. Wampir z wampirem. Czarownica z czarownikiem. Wilkołak z
wilkołakiem. Wiele nie odnajduje przeznaczonej sobie połówki. Wiąże się z
istotą nie swojej rasy. Takie przypadki się zdarzały, ale to co wygadywał John
było po prostu nie możliwe. Wampir z czarownicą nigdy nie będą mogli być sobie
przeznaczonymi.
- Kłamiesz – syknęła. – Jesteś
wampirem, Ruby jest czarownicą. Jak to wytłumaczysz?
Po raz pierwszy chłopak wykonał
jakiś ruch. Mianowicie podniósł pusty wzrok na oczy Ruby. Liczyła na to, że to
wszystko to jakiś żart, ze pomyliła eliksir z zwykłym napojem, a teraz John się
z niej nabija, żeby się zemścić. A kiedy otworzył usta wiedziała już co
usłyszy. Jedyne, choć nie możliwe racjonalne wytłumaczenie.
- Ruby Mallory nie jest w całości
czarownicą.
Te słowa odbiły się w niej jak echo.
Słyszała je kilkakrotnie w swojej głowie, choć sens słów nie dochodził do niej.
Wiedziała co powiedział. Wiedziała, że jej babka coś przed nią ukrywała, ale
nie była świadoma, że prawda jest tak bolesna.
Z zielonego już oka wypłynęła
pojedyncza łza. Wiedząc, ze musi cos wyjaśnić wybiegła oszołomiona z klasy,
choć nogi miała jak z waty. Dowiedziała się więcej niż chciała.
Ale w całym tym zamieszaniu
zapomniała o jednej, chyba najważniejszej rzeczy. Zapomniała o wyczyszczeniu
Johnowi pamięci.
------------------------------------
Hej, dla wszystkich, którzy czytają, mozecie dawać swoje opinie w postaci komentarza? Chciałabym wiedzieć co o tym opowiadaniu myślicie, co mogłabym zmienić, czy wam się podoba. A do tego dodałoby mi to duzo motywacji, z którą ostatnio ciężko. nawet nie wiecie jak się ciesze na kazdy komentarz! ;)
Z góry dziękuje i przepraszam za spam.