Siła jaką
zamknęła Ruby drzwi, gdy tylko weszła do mieszkania, od razu rozprowadziła się
po pokojach w postaci donośnego trzaśnięcia. Panował tu półmrok. Jedynie
ostatnie promienie słonecznie przedostały się przez wielkie okno, oświetlając
salon. Wszystko było takie same, jak gdy wychodziła z domu – cztery dębowe
krzesła dosunięte do prostokątnego stołu okrytego białym, koronkowym obrusem,
na którym stał przezroczysty wazon z bukietem żółtych tulipanów. A jednak teraz
krzesła i stół wydawały się być jakieś obce, a kwiatki straciły swą mocną żółć.
Również skórzana kanapa wydawała się być inna. Tak samo jak meblościanki z
ciemnego buku, brązowy dywan z frędzlami, okrągłe lustro powieszone na
karmelowej ścianie, jak i reszta znajdująca się w tym pokoju, ba, w całym domu
przedmiotów! Jakby nie należał już do niej. Jakby był to inny dom postawiony na
tej samej parceli. Jakby to, co przez siedemnaście lat nazywała swoim domem,
było zwykłym budynkiem, nie takim magicznym, w którym mieszkała czarownica. Bo
w tym momencie czuła się jak ktoś inny. Nie była już sobą. Nie była Ruby
Mallory, księżniczką świata czarownic.
Cisza jaką ogarnął dom, gdy drzwi się
już zamknęły, jeszcze bardziej zdenerwował nastolatkę. Słyszała tylko swój
szybki, nierówny oddech. Czuła serce, które raz przyśpieszało niebezpiecznie, a
raz po prostu jakby zatrzymywało się na ułamek sekundy z przerażenia. Emocje,
które odczuwały mieszały się ze sobą, tak, że nie wiedziała nawet co czuje.
Strach, złość, irytacje, nadzieję, ciekawość, przerażenie.. A może wszystko na
raz?
Zrzuciła z ramienia torbę, która
przepełniona ciężkimi książkami, z hukiem spadła na podłogę. Próbując się
uspokoić, zgodnie z radą Viktorii, zaczęła liczyć w myślach do dziesięciu, ale
ilekroć stawała na trójce zapominała już, co jest dalej i zaczynała od
początku, tak, ze poczuła jeszcze większą irytacje.
- Ruby, to ty? – usłyszała cienki głos.
A jednak staruszka była w domu. Czasami nastolatka dziwiła się, jak jej babka
potrafiła poruszać się. Bezszelestnie, jakby tańczyła nad ziemią, mimo swojego
podeszłego wieku. Tak, jak tylko potrafiła prawdziwa czarownica. Tak, jak nie
potrafiła Ruby..
Siedemnastolatka zacięła pięści. Nie
wiedziała czy to ze strachu czy ze złości. Chciała jak najszybciej wyjaśnić to
z najbliższą jej osobą. Z babką, która wychowywała ją siedemnaście lat. Która
uczyła ją zaklęć i obrony. Która zawsze powtarzała, ze jest podobna do matki.
Czy jej matka też nie była pełnokrwistą czarownicą?
Zza drzwi kuchni wyłoniła się postać
Amber. Ona również wyglądała niby tak samo, ale inaczej. Ta sama twarz z
nielicznymi zmarszczkami, te same zielono-srebrne oczy, te same malinowe usta,
te same siwe włosy, przeplatane brązem i zapięte w wysokiego koka. Ale jednak
inne. Ta sama stara, szara sukienka zakończona jasnymi falbanami. Te same
czarne butki, ta sama złota obrączka na środkowym palcu. A jednak inne.
Początkowo jej twarz promiennie
uśmiechnęła się do Ruby, ale widząc jej czerwoną twarz, srebrne oczy i
zaciśnięte piąstki, momentalnie zbladła. Jej źrenice powiększyły się, jakby
bała się własnej wnuczki. Ale to nie ten rodzaj strachu. Nie bała się być
zaatakowaną. Bała się, że dziewczyna dowiedziała się czegoś, czego nie powinna.
Czegoś, co ukrywała przed nią przez siedemnaście lat.
- Kochanie, coś nie tak? – zapytała
lekko zachrypniętym głosem, tak cichym, że Ruby ledwo co usłyszała.
- Coś nie tak? Pytasz się czy cos nie tak?! – stało się.
Emocje wzięły górę. Nastolatka już nie panowała nad sobą. Nie chciała panować.
Jedynie czego pragnęła to dowiedzieć się prawdy. Tu i teraz.
Babka przesunęła się o krok do tyłu,
tak, że znajdowała się pomiędzy salonem a kuchnią. Lewą ręką przytrzymała się
futryny, a prawą złapała za serce. Wyczytała w myślach wnuczki czego się ta w
szkole dowiedziała. Rozumiała jej złość. Czuła nawet wszystkie emocje, które
nią zawładnęły. Wiedziała, ze nadejdzie taki dzień, w którym Ruby się
wszystkiego dowie. Ale inaczej to sobie wyobrażała. Pragnęła spokojnej rozmowy.
Pragnęła by nastolatka to zrozumiała. To, ze chciała ją chronić.
- Wytłumacz mi to wszystko! Kim ja w
ogóle jestem? A raczej czym, jeśli nie czarownicą?! – Ruby poczuła, jak jej
osty głos powoli się załamuję, a po policzku spłynęła samotna łza.
Amber również zaszkliły się oczy. Nie
mogła patrzeć. Nie chciała widzieć jak jej najukochańsza wnuczka cierpi. I to
wszystko przez nią. Przez jej głupotę.
- Kim ja do cholery jestem?! –
powtórzyła.
Spojrzała
na babkę zaczerwienionymi oczyma. Trzęsącą ręką odgarnęła kosmyk przyklejonych
do policzka włosów.
- Powiedz mi, wytłumacz.. Cokolwiek –
szepnęła.
Z jej piekących oczy wypływały kolejne
słone łzy. Zakryła twarz dłońmi. Serce wirowało, mózg oszalał, a oni trzęsły
się tak, że zrezygnowana usiadła na skórzanym fotelu.
- Ruby.. – usłyszała cichy głos i
zbliżające się do niej kroki. Fotel lekko się ugiął, a nastolatka poczuła
czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odsłoniła twarz i spojrzała proso oczy babki.
- Wyjaśnij..
Amber skinęła głową. Widziała, że musi
powiedzieć prawdę wnuczce.
Mimo półmroku jaki panował w pokoju
doskonale można było dostrzec szereg łez wypływających z oczu Ruby. Ciepła
ciecz rytmicznie spadała na spodnie dziewczyny, pozostawiając na nich okrągłą
plamę. Splecione na kolanach ręce drżały niespokojnie. Co chwila musiała brać
większy oddech, ponieważ był tak nierytmiczny, że bała się, iż się udusi. Jej
wzrok wycelowany był w ścianę, bo nie chciała patrzeć w oczy babki. Nie
wiedziała dlaczego, ale nie chciała patrzeć na te same oczy, jakie ma ona sama,
jakie miała jej matka i reszta jej przodków.
- Co chcesz wiedzieć? – zapytał
spokojny, ale smutny głos.
W umyśle nastolatki od razu pojawiło
się słowo: wszystko. Nie musiała go
powtarzać na głos, Amber potrafiła czytać w jej myślach. Ruby zazwyczaj denerwowała,
gdy grzebała w jej umyśle, ale tym razem było to lepsze rozwiązanie, bo sama
nie wiedziała czy zdoła coś powiedzieć, przez coś wielkiego w jej gardle co
tamowało wszystkie słowa. Strach?
Babka odwróciła twarz w stronę ściany i
zamknęła oczy. Dokładnie pamiętała wszystko co działo się siedemnaście lat
temu, jakby to było wczoraj. Piękna brunetka stojąca obok czarnowłosego
mężczyzny trzymającego w rękach małe zawiniątko. Amber zawsze bała się
wspominać swoją córkę. Wtedy jej serce ponownie się krajało, jakby umierała od
nowo, gdy tylko o niej pomyślała. Ale Sapphira była taka młoda, kiedy umierała,
zostawiając swoją dwuletnią córkę pod opieką jej babki. Ale nie o tego
zaczynała się cała historia. Ta historia zaczynała się jeszcze rok przed
narodzeniem Ruby Mallory.
- Wiesz, nie często się zdarza, że
dwoje przedstawicieli innych rasy zakochuje się w sobie – szepnęła, ocierając
pojedynczą łzę z policzka. – Osiemnaście lat temu było jedno z ostatnich takich
połączeń.
Ruby wpatrywała się w babkę, dopiero
teraz rozumiejąc ją , jak wiele wysiłku musiała włożyć, żeby jej o tym
opowiedzieć. A zwłaszcza, że to był dopiero początek. Mały początek wielkiej
historii.
- Oczywiście wtedy wszystkie światy
żyły w przyjaźni ze sobą. Każdy miał jakiegoś znajomego, który był wampirem czy
wilkołakiem. – westchnęła. – Twoja matka otaczała się wieloma takimi
przyjaciółmi. Naprawdę, popularność to ty masz po niej – uśmiechnęła się blado.
– Nawet tak samo jak ty uwielbiała się bawić. Co chwila nocne imprezy czy
spotkania z znajomymi.
Siedemnastolatka zdziwiła się na to
wyznanie. Nie znała swojej matki, ale zawsze wyobrażała ją sobie, jako
całkowite przeciwieństwo jej samej. Uważała ją za rozważną i spokojną
czarownice, która o wiele bardziej przypomina Amber niż Ruby.
- Oczywiście nie pochwalałam tego –
kontynuowała babka. – Ale co miałam zrobić? Miała wtedy dziewiętnaście lat, nie
mogłam zabronić jej nigdzie wychodzić. Choć mimo tego, ze tak lubiła się bawić,
uwielbiała też sięgać po wiedze, uczyła się wszystkiego tak szybko i płynnie..
Była po prostu taka sama jak ty. Nie różnicie się prawie niczym, oprócz
jednego. Oprócz tego, że ona zakochała się w kimś w kim nie powinna. Zakochała
się w osobie z innego świata.
Ruby poczuła jak zalewa ją fala
zawstydzenia. Amber nie miała racji. Nie różniły się niczym, dosłownie niczym…
- Ukrywała to przede mną. Wychodziła na
całe dnie, zdarzało się, że wracała w nocy lub nad ranem. Ale zawsze wracała.
Mówiła, że przebywa cały czas z przyjaciółmi, ale to było kłamstwo. Cały ten
czas była z nim – ostatnie słowo
powiedziała z obrzydzeniem, którego nawet nie chciała ukryć.
- Z nim? – zaschnięty głos Ruby był
niemal niesłyszalny. Jej wszystkie emocje,
za którymi kryły się przede wszystkim złość i przerażenie, zastąpione
zostały ciekawością. Jej matka była inna niż zawsze myślała. Była taka sama jak
ona sama. Była nastolatką, która zakochała się w istocie z innego świata. To
dziwne, ale dopiero teraz to do niej dotarło. Była zakochana w Johnie, w
wampirze, którego jeszcze rano mierzyła pełnym obrzydzenia spojrzeniem..
Sama ta myśl przeszłą przez Ruby, jak najgorsze
uczucie, którego mogła doznać. Nie mogła przecież tego robić, w ich świecie
było by to nawet nie etyczne.
- Była bardzo dobra w blokowaniu
swojego umysłu. Nie potrafiłam nic z niego wyczytać – kontynuowała babka. –
Dopiero po paru miesiącach dowiedziałam się o wszystkim.
Amber spuściła wzrok. Przez moment
wpatrywała się w podłogę, a potem jej wzrok powędrował prosto na Ruby.
Wyglądała tak, jak swoja matka. Były uderzająco podobne pod względem wyglądu i
charakteru. Te same ciemne włosy, te same zielono-srebrne oczy, te same
malinowe usta. Może Ruby była ciut wyższa. Ale czasami Amber patrząc na nią, to
tak, jakby patrzyła na Sapphire.
- O czym? – zapytała Ruby. Nawet głos
miały podobny, a w ich oczach można było wyczytać wszystkie emocje.
- Spotykała się z wampirem – szepnęła
Amber. - Ale to nie zwykłym. Zakochała
się w znienawidzonej krwiopijcy, w Clausie Masonie.
Siedemnastolatka nie zrozumiała,
dlaczego jej babka wypowiedziała to imię, jakby było klątwą. Nie rozumiała też,
dlaczego nie pozwoliła córce spotykać się z wampirem, gdy wtedy oba światy żyły
ze sobą w przyjaźni.
-
To nie tak, że nie chciałam, żeby się z nim spotykała, ze względu, iż był
wampirem – zaprzeczyła głową, wzdychając. – Ale to był Claus. Claus Mason.
Ruby wysłała jej pytające spojrzenie.
- Claus to pierwszy wygnany wampir –
tłumaczyła. – Miał kilkaset lat. W XVII wieku został wykluczony z ich świata.
Mordował czarownice, spalał je na stosie. Zabijał wilkołaki, a nawet wampiry.
Był postrachem w tamtych czasach. Od XVIII wieku nikt go nie widział, wtedy też
skończono z podpaleniami osób z naszego
świata. Próbowano go wyszukać i zabić, niestety był za szybki, za przebiegły.
Ale te osiemnaście lat temu wrócił. Wrócił tu, do Los Angeles.
- Nie zabili go?
- Nie. Przyszedł do królewskiego rodu.
Rządził tam wtedy Arthur Temple, ojciec teraźniejszego króla. Przebłagał go,
powiedział, ze się zmienił, że skończył z tym. Przepraszał wszystkie światy za
swoje błędy. I większość mu uwierzyła. W tym twoja matka, która nawet nie
zdawała sobie sprawy, ile ten wampir zabił niewinnych.
Ruby rozszerzyła oczy ze zdziwienia, a
jej usta same się otwarły. Jej matka spotykała się z mordercą?
- Ale to nie wszystko – kontynuowała. –
Dałam jej ultimatum. Ja, nasz świat czy on. Miała wybór. Zastanawiała się
bardzo długo. Naprawdę. Wyjechała gdzieś na parę tygodni, by wszystko
przemyśleć. Miałam nadzieję, ze gdy wróci wybierze to co powinna. Że nie
zawiedzie swojego królestwa.
- I co wybrała?
Amber przesunęła ręka po włosach.
- Nic – odpowiedziała. – Nie było
czasu, żeby usłyszeć od niej tą odpowiedź.
Ruby zamrugała.
- W takim razie z kim została?
- Kiedy przyjechała, była całkiem
zrozpaczona. Dopytywałam się o co chodzi, lecz nie chciała mi powiedzieć. Przez
kilka dni chodziła zamknięta w sobie. Było po prostu inna. Jakby ta wesoła,
zakręcona dziewczyna zniknęła, a zamiast niej pojawiła się smutna i zamknięta w
sobie dziewiętnastolatka. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Blokowała swoje
myśli. Przyszłam raz do niej pokoju. Siedziała skulona na łóżku, płakała.
Usiadłam koło niej, tak, jak teraz siedzę obok ciebie – powiedziała,
przypominając sobie całe te wydarzenie. – Zaczęłam z nią rozmawiać. Początkowo
milczała, ale z czasem odpowiadała na moje pytania. To była pierwsza, szczera
rozmowa od wielu miesięcy. Opowiedziała mi o wszystkim. O tym, że Claus został
ponownie wykluczony ze naszego świata, tym razem bez żadnego zamieszania, nikt
nie miał się o tym dowiedzieć.
- I tylko dlatego tak się zmieniła? –
zapytała Ruby, coraz bardziej zaciekawiona całą historią.
- To była jej pierwsza, wielka miłość.
Niewłaściwa, ale szczera – uśmiechnęła się delikatnie. – Ale to nie był koniec.
Obserwowałam ją. Oprócz zmienny psychicznej, jej ciało zaczęło się zmieniać. Miała
poranne mdłości, więcej jadła, bóle brzucha nieustępowany. Wiedziałam co to
oznacza. Początkowo nie mogłam pogodzić się z faktem, że Sapphira jest w ciąży.
Miała jedynie dziewiętnaście lat, całe życie przed sobą.
- A co z Clausem?
Amber wzruszyła ramionami.
- Nikt nie wie. Uciekł jak zawsze. Był
inteligentny i sprytny, ale zawsze oznaczał się tchórzostwem.
- A co z mamą? To ja byłam tym
dzieckiem, prawda? – zapytała, licząc na to, ze odpowiedź będzie przecząca.
- Tak. To było wręcz niemożliwe. Jeszcze nigdy nie
zdarzyło się, by czarownica i wampir mieli dziecko. Ale przed tym zanim się
urodziłaś, twoja matka poznała Jamesa. Pochodził z potężnej czarodziejskiej
rodziny, miał wielki talent do czarów. Od razu między nimi zaiskrzyło. Stali
się nierozłączni, byli jak dwie połówki. Idealna para – westchnęła. – Kilka
miesięcy później Saphhira urodziła zdrową, silną dziewczynkę. Wszyscy myśleli,
że jest to dziecko Jamesa. Nadal uważają cię za jego córkę. Ale przecież nią
jesteś. To on był twoim ojcem, Ruby, mimo, ze nie łączyła was ta sama krew.
Ruby zaniemówiła. Dopiero teraz doszło
do niej, kto jest jem ojcem. Prawdziwym ojcem. Wampir, który wymordował
niewinne istoty. Wampir, który budzi postrach Az do dziś. Claus Mason.
- Jesteś pierwszą półkrwi, Ruby –
ciągnęła babka. – To niesamowite. Jesteś czarownicą i wampirem w jednym.
Siedemnastolatka zaprzeczyła głową. Jej
cały życie okazało się kłamstwem. Przez siedemnaście lat myślała, że jej ojcem
był James Poole, że jest czystej krwi czarownicą. A tu okazuje się, ze jest nim
morderca, wampir, a ona sama jest pół-krwi. Na samą myśl o tym, że w jej żyłach
płynie krew wampira, który zabijał niewinnych, budziła ją odraza. Odraza do
siebie samej.
Amber położyła rękę na ramieniu wnuczki.
- Wiem, że cię okłamałam – powiedziała
smutnym głosem, przepełnionym skruchą, która naprawdę można było w nim
usłyszeć. – Ale w trójkę uznaliśmy, że tak będzie dla ciebie lepiej. Te sprawy
miały się potoczyć inaczej. Wszystko miało być inne, Ruby. Twoja matka chciała
ci powiedzieć, gdy trochę podrośniesz - opuszkiem palca wytarła łzę spływająca
po jej pliczku. – Ale później… Gdy jej już nie było, chciałam dokończyć to, co
postanowiła. Zamierzałam ci powiedzieć.
- To czemu tego nie zrobiłaś?
- Chciałam, Ruby, naprawdę chciałam.
Ale bałam się. Stchórzyłam.
Ruby prychnęła.
- Zamierzałaś mnie okłamywać do końca
życia, tak? Jestem wampirem, jestem istotą, którą ty uczyłaś mnie nienawidzić.
Jak mogłaś? – spojrzała na jej przepełnione bólem oczy.
- Jesteś czarownicą, z prostej linii od
najstarszej czarownicy. Mimo, że płynie w tobie
wampirza krew, nie jesteś wcale do nich podobna. Nie masz ich wszystkich
cech, Ruby. Nie potrzebujesz krwi by przeżyć, nie potrafisz jak one szybko
biegać, nie jesteś taka silna jak one, nie jesteś taka okrutna..
- Wszystkich cech? – zapytała. – Czyli
jednak jakieś są?
Amber wzruszyła ramionami.
- Nie jestem pewna. Z tego co zdążyłam
zauważyć przez siedemnaście lat nie wykazujesz żadnych cech podobnych do cech
wampira. Oprócz jednej, której nie mogę sprawdzić. Zauważyłam, ze twoje rany
goja się o wiele szybciej niż rany innych czarownic. U wampirów znikają one
nawet po kilku sekundach, ci wolniej, gdzieś z godzinę. Ale to i tak niemożliwe
dla zwykłych czarownic. A skoro masz taką, to może – westchnęła. – może jesteś
nieśmiertelna, Ruby.
Nastolatka zamrugała kilkakrotnie
oczami. Ona i nieśmiertelność? Ona ma żyć dłużej niż będzie żył ten świat? Nieświadoma
przeczytała głową. Nie chciała, nie chciała patrzeć jak wszyscy jej najbliżsi
umierają. Gdy pozostanie sama na tym świecie, bez tych przyjaciół rodziny. Nie,
to niemożliwe.
- Ruby – babka chwyciła jej kosmyk
włosów chowając za ucho. – Wybaczysz mi kiedyś? Wiem, że okłamałam cię.
Okłamywałam przez wiele lat, ale uwierz, to dla mnie nie było łatwe. Jesteś
wyjątkowa, Ruby, jedyna na świecie. Proszę, zrozum mnie..
Dziewczyna nie wiedziała co
odpowiedzieć. Z jednej strony próbowała ja zrozumieć, wiedziała, że to dla niej
musiało być trudne. Ale z drugiej, była przez nią okłamywana. I może nadal by
była, gdyby nie John, który nieświadomy powiedział jej o tym.
- Czy Claus wie? – zapytała Ruby,
ignorując przeprosiny babki. Nie była gotowa, by jej odpowiedzieć.
- O tobie? Nie, nie wie.
Ruby stanęła, odrywając tym samym rękę
babki od swojego ramienia.
- Chodziło mi, czy wie, że mama i tata
nie żyją?
Przez sekundę zawahała się, nie
wiedziała czy ma powiedzieć ‘James’ czy tata. Bo to przecież on wychowywał ja
przez pierwsze dwa lata jej życia, go do dzisiaj uznawała za biologicznego
ojca.
Amber spojrzała w podłogę, jakby tam
mogła wyczytać całą odpowiedź. Ona też się zawahała. Zawahała się tego, czy
powiedzieć Ruby o jeszcze jednej sprawie, którą przed nią okrywała.
- To nie było tak, że tych dwoje
wampirów przypadkowo znalazło się na twoich urodzinach. Nie wiem jak ich nazwać.
Powiedziałabym, że byli zwolennikami Clausa. Był dla nich wzorem, szanowali go.
Oni również myśleli, że ty jesteś córką Jamesa. Myśleli, ze to był powód dla
którego Claus znikł. Myśleli, że to przez ciebie. Przecież nikt nie wierzy w
to, ze wampir i czarownica mogą mieć dziecko. Oni tez nie wierzyli. Myśleli, że
Sapphira zdradziła Clausa i dlatego znikł. Nie chcieli pojąć, ze ich wzór po
prostu stchórzył przed karą, jaką było zabicie go za kolejne zabójstwa. Nie
chcieli zabijać twoich rodziców, Ruby…
- Chcieli zabić mnie – dokończyła.
Cała historia zaczęła nabierać sensu.
Od samego początku. Ona była błędem jej matki, ona nie powinna się nawet
urodzić. Tak właśnie myślała. Uważała się, za kogoś bezwartościowego. W jej
żyłach płynęła krew mordercy.
- Tak – zgodziła się Amber. – Ty miałaś
być ich ofiarą. Liczyli na to, ze po tym Claus wróci. Ale Sapphira rzuciła na
nich zaklęcie. Była potężna czarownicą, ale
nikt nie potrafi zmienić decyzji innego. Na to nie ma zaklęcia. Jedynie
co mogła zrobić to zbudować koło ciebie tarczę ochronną. Nie mogli cię dopaść.
Postanowili się zemścić, dlatego zabili twoją matkę i ojca.
Ruby ukryła twarz w dłoniach. Słyszała
swój nierówny oddech. Czuła mocne bicie serca. Prawda była taka bolesna.
Wiedziała, ze musi być na to przygotowana, jednak nie była. To zbyt bolało.
- To moja wina – szepnęła. – Przeze
mnie nie żyją. To wszystko moja wina. Nie powinnam się urodzić, jestem
potworem, jestem córką potwora.
Amber stanęła i mocno przytuliła swoja
wnuczkę.
- Nie mów tak, to nie prawda. Jesteś
potężną i silną czarownicą, Ruby. Jesteś córką swojej matki, która wykazała się
taką odwagą.. Powinnaś być z niej dumna, powinnaś być dumna z siebie.
Samotna łza wypłynęła z oka nastolatki
odbijając się o podłogę, w której mogła zobaczyć swoje odbicie. I przez ten
ułamek sekundy zdawało jej się, że zobaczyła tam swoją matkę, nie siebie. I
dopiero teraz zauważyła jak bardzo jest do niej podobna. Z wyglądu i
charakteru. Obie zakochane w wampirach.
- Przepraszam cie, babciu – szepnęła,
odrywając się od Amber. – Ale muszę cos jeszcze załatwić.
Popędziła do szkoły, mając nadzieję, że
John jeszcze tam będzie. Wiedziała już, co musi zrobić.