piątek, 27 września 2013

Rozdzial VI ,,Mały początek wielkiej historii".



Siła jaką zamknęła Ruby drzwi, gdy tylko weszła do mieszkania, od razu rozprowadziła się po pokojach w postaci donośnego trzaśnięcia. Panował tu półmrok. Jedynie ostatnie promienie słonecznie przedostały się przez wielkie okno, oświetlając salon. Wszystko było takie same, jak gdy wychodziła z domu – cztery dębowe krzesła dosunięte do prostokątnego stołu okrytego białym, koronkowym obrusem, na którym stał przezroczysty wazon z bukietem żółtych tulipanów. A jednak teraz krzesła i stół wydawały się być jakieś obce, a kwiatki straciły swą mocną żółć. Również skórzana kanapa wydawała się być inna. Tak samo jak meblościanki z ciemnego buku, brązowy dywan z frędzlami, okrągłe lustro powieszone na karmelowej ścianie, jak i reszta  znajdująca się w tym pokoju, ba, w całym domu przedmiotów! Jakby nie należał już do niej. Jakby był to inny dom postawiony na tej samej parceli. Jakby to, co przez siedemnaście lat nazywała swoim domem, było zwykłym budynkiem, nie takim magicznym, w którym mieszkała czarownica. Bo w tym momencie czuła się jak ktoś inny. Nie była już sobą. Nie była Ruby Mallory, księżniczką świata czarownic.
         Cisza jaką ogarnął dom, gdy drzwi się już zamknęły, jeszcze bardziej zdenerwował nastolatkę. Słyszała tylko swój szybki, nierówny oddech. Czuła serce, które raz przyśpieszało niebezpiecznie, a raz po prostu jakby zatrzymywało się na ułamek sekundy z przerażenia. Emocje, które odczuwały mieszały się ze sobą, tak, że nie wiedziała nawet co czuje. Strach, złość, irytacje, nadzieję, ciekawość, przerażenie.. A może wszystko na raz?
         Zrzuciła z ramienia torbę, która przepełniona ciężkimi książkami, z hukiem spadła na podłogę. Próbując się uspokoić, zgodnie z radą Viktorii, zaczęła liczyć w myślach do dziesięciu, ale ilekroć stawała na trójce zapominała już, co jest dalej i zaczynała od początku, tak, ze poczuła jeszcze większą irytacje.
         - Ruby, to ty? – usłyszała cienki głos. A jednak staruszka była w domu. Czasami nastolatka dziwiła się, jak jej babka potrafiła poruszać się. Bezszelestnie, jakby tańczyła nad ziemią, mimo swojego podeszłego wieku. Tak, jak tylko potrafiła prawdziwa czarownica. Tak, jak nie potrafiła Ruby..
         Siedemnastolatka zacięła pięści. Nie wiedziała czy to ze strachu czy ze złości. Chciała jak najszybciej wyjaśnić to z najbliższą jej osobą. Z babką, która wychowywała ją siedemnaście lat. Która uczyła ją zaklęć i obrony. Która zawsze powtarzała, ze jest podobna do matki. Czy jej matka też nie była pełnokrwistą czarownicą?
         Zza drzwi kuchni wyłoniła się postać Amber. Ona również wyglądała niby tak samo, ale inaczej. Ta sama twarz z nielicznymi zmarszczkami, te same zielono-srebrne oczy, te same malinowe usta, te same siwe włosy, przeplatane brązem i zapięte w wysokiego koka. Ale jednak inne. Ta sama stara, szara sukienka zakończona jasnymi falbanami. Te same czarne butki, ta sama złota obrączka na środkowym palcu. A jednak inne.
         Początkowo jej twarz promiennie uśmiechnęła się do Ruby, ale widząc jej czerwoną twarz, srebrne oczy i zaciśnięte piąstki, momentalnie zbladła. Jej źrenice powiększyły się, jakby bała się własnej wnuczki. Ale to nie ten rodzaj strachu. Nie bała się być zaatakowaną. Bała się, że dziewczyna dowiedziała się czegoś, czego nie powinna. Czegoś, co ukrywała przed nią przez siedemnaście lat.
         - Kochanie, coś nie tak? – zapytała lekko zachrypniętym głosem, tak cichym, że Ruby ledwo co usłyszała.
         - Coś nie tak?  Pytasz się czy cos nie tak?! – stało się. Emocje wzięły górę. Nastolatka już nie panowała nad sobą. Nie chciała panować. Jedynie czego pragnęła to dowiedzieć się prawdy. Tu i teraz.
         Babka przesunęła się o krok do tyłu, tak, że znajdowała się pomiędzy salonem a kuchnią. Lewą ręką przytrzymała się futryny, a prawą złapała za serce. Wyczytała w myślach wnuczki czego się ta w szkole dowiedziała. Rozumiała jej złość. Czuła nawet wszystkie emocje, które nią zawładnęły. Wiedziała, ze nadejdzie taki dzień, w którym Ruby się wszystkiego dowie. Ale inaczej to sobie wyobrażała. Pragnęła spokojnej rozmowy. Pragnęła by nastolatka to zrozumiała. To, ze chciała ją chronić.
         - Wytłumacz mi to wszystko! Kim ja w ogóle jestem? A raczej czym, jeśli nie czarownicą?! – Ruby poczuła, jak jej osty głos powoli się załamuję, a po policzku spłynęła samotna łza.
         Amber również zaszkliły się oczy. Nie mogła patrzeć. Nie chciała widzieć jak jej najukochańsza wnuczka cierpi. I to wszystko przez nią. Przez jej głupotę.
         - Kim ja do cholery jestem?! – powtórzyła.
         Spojrzała na babkę zaczerwienionymi oczyma. Trzęsącą ręką odgarnęła kosmyk przyklejonych do policzka włosów.
         - Powiedz mi, wytłumacz.. Cokolwiek – szepnęła.
         Z jej piekących oczy wypływały kolejne słone łzy. Zakryła twarz dłońmi. Serce wirowało, mózg oszalał, a oni trzęsły się tak, że zrezygnowana usiadła na skórzanym fotelu.
         - Ruby.. – usłyszała cichy głos i zbliżające się do niej kroki. Fotel lekko się ugiął, a nastolatka poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odsłoniła twarz i spojrzała proso oczy babki.
         - Wyjaśnij..
         Amber skinęła głową. Widziała, że musi powiedzieć prawdę wnuczce.
         Mimo półmroku jaki panował w pokoju doskonale można było dostrzec szereg łez wypływających z oczu Ruby. Ciepła ciecz rytmicznie spadała na spodnie dziewczyny, pozostawiając na nich okrągłą plamę. Splecione na kolanach ręce drżały niespokojnie. Co chwila musiała brać większy oddech, ponieważ był tak nierytmiczny, że bała się, iż się udusi. Jej wzrok wycelowany był w ścianę, bo nie chciała patrzeć w oczy babki. Nie wiedziała dlaczego, ale nie chciała patrzeć na te same oczy, jakie ma ona sama, jakie miała jej matka i reszta jej przodków.
         - Co chcesz wiedzieć? – zapytał spokojny, ale smutny głos.
         W umyśle nastolatki od razu pojawiło się słowo: wszystko. Nie musiała go powtarzać na głos, Amber potrafiła czytać w jej myślach. Ruby zazwyczaj denerwowała, gdy grzebała w jej umyśle, ale tym razem było to lepsze rozwiązanie, bo sama nie wiedziała czy zdoła coś powiedzieć, przez coś wielkiego w jej gardle co tamowało wszystkie słowa. Strach?
         Babka odwróciła twarz w stronę ściany i zamknęła oczy. Dokładnie pamiętała wszystko co działo się siedemnaście lat temu, jakby to było wczoraj. Piękna brunetka stojąca obok czarnowłosego mężczyzny trzymającego w rękach małe zawiniątko. Amber zawsze bała się wspominać swoją córkę. Wtedy jej serce ponownie się krajało, jakby umierała od nowo, gdy tylko o niej pomyślała. Ale Sapphira była taka młoda, kiedy umierała, zostawiając swoją dwuletnią córkę pod opieką jej babki. Ale nie o tego zaczynała się cała historia. Ta historia zaczynała się jeszcze rok przed narodzeniem Ruby Mallory.
         - Wiesz, nie często się zdarza, że dwoje przedstawicieli innych rasy zakochuje się w sobie – szepnęła, ocierając pojedynczą łzę z policzka. – Osiemnaście lat temu było jedno z ostatnich takich połączeń.
         Ruby wpatrywała się w babkę, dopiero teraz rozumiejąc ją , jak wiele wysiłku musiała włożyć, żeby jej o tym opowiedzieć. A zwłaszcza, że to był dopiero początek. Mały początek wielkiej historii.
         - Oczywiście wtedy wszystkie światy żyły w przyjaźni ze sobą. Każdy miał jakiegoś znajomego, który był wampirem czy wilkołakiem. – westchnęła. – Twoja matka otaczała się wieloma takimi przyjaciółmi. Naprawdę, popularność to ty masz po niej – uśmiechnęła się blado. – Nawet tak samo jak ty uwielbiała się bawić. Co chwila nocne imprezy czy spotkania z znajomymi.
         Siedemnastolatka zdziwiła się na to wyznanie. Nie znała swojej matki, ale zawsze wyobrażała ją sobie, jako całkowite przeciwieństwo jej samej. Uważała ją za rozważną i spokojną czarownice, która o wiele bardziej przypomina Amber niż Ruby.
         - Oczywiście nie pochwalałam tego – kontynuowała babka. – Ale co miałam zrobić? Miała wtedy dziewiętnaście lat, nie mogłam zabronić jej nigdzie wychodzić. Choć mimo tego, ze tak lubiła się bawić, uwielbiała też sięgać po wiedze, uczyła się wszystkiego tak szybko i płynnie.. Była po prostu taka sama jak ty. Nie różnicie się prawie niczym, oprócz jednego. Oprócz tego, że ona zakochała się w kimś w kim nie powinna. Zakochała się w osobie z innego świata.
         Ruby poczuła jak zalewa ją fala zawstydzenia. Amber nie miała racji. Nie różniły się niczym, dosłownie niczym…
         - Ukrywała to przede mną. Wychodziła na całe dnie, zdarzało się, że wracała w nocy lub nad ranem. Ale zawsze wracała. Mówiła, że przebywa cały czas z przyjaciółmi, ale to było kłamstwo. Cały ten czas była z nim – ostatnie słowo powiedziała z obrzydzeniem, którego nawet nie chciała ukryć.  
         - Z nim? – zaschnięty głos Ruby był niemal niesłyszalny. Jej wszystkie emocje,  za którymi kryły się przede wszystkim złość i przerażenie, zastąpione zostały ciekawością. Jej matka była inna niż zawsze myślała. Była taka sama jak ona sama. Była nastolatką, która zakochała się w istocie z innego świata. To dziwne, ale dopiero teraz to do niej dotarło. Była zakochana w Johnie, w wampirze, którego jeszcze rano mierzyła pełnym obrzydzenia spojrzeniem..
         Sama ta myśl przeszłą przez Ruby, jak najgorsze uczucie, którego mogła doznać. Nie mogła przecież tego robić, w ich świecie było by to nawet nie etyczne.
         - Była bardzo dobra w blokowaniu swojego umysłu. Nie potrafiłam nic z niego wyczytać – kontynuowała babka. – Dopiero po paru miesiącach dowiedziałam się o wszystkim.
         Amber spuściła wzrok. Przez moment wpatrywała się w podłogę, a potem jej wzrok powędrował prosto na Ruby. Wyglądała tak, jak swoja matka. Były uderzająco podobne pod względem wyglądu i charakteru. Te same ciemne włosy, te same zielono-srebrne oczy, te same malinowe usta. Może Ruby była ciut wyższa. Ale czasami Amber patrząc na nią, to tak, jakby patrzyła na Sapphire.
         - O czym? – zapytała Ruby. Nawet głos miały podobny, a w ich oczach można było wyczytać wszystkie emocje.
         - Spotykała się z wampirem – szepnęła Amber. -  Ale to nie zwykłym. Zakochała się w znienawidzonej krwiopijcy, w Clausie Masonie.
         Siedemnastolatka nie zrozumiała, dlaczego jej babka wypowiedziała to imię, jakby było klątwą. Nie rozumiała też, dlaczego nie pozwoliła córce spotykać się z wampirem, gdy wtedy oba światy żyły ze sobą w przyjaźni.
         - To nie tak, że nie chciałam, żeby się z nim spotykała, ze względu, iż był wampirem – zaprzeczyła głową, wzdychając. – Ale to był Claus. Claus Mason.
         Ruby wysłała jej pytające spojrzenie.
         - Claus to pierwszy wygnany wampir – tłumaczyła. – Miał kilkaset lat. W XVII wieku został wykluczony z ich świata. Mordował czarownice, spalał je na stosie. Zabijał wilkołaki, a nawet wampiry. Był postrachem w tamtych czasach. Od XVIII wieku nikt go nie widział, wtedy też skończono z podpaleniami  osób z naszego świata. Próbowano go wyszukać i zabić, niestety był za szybki, za przebiegły. Ale te osiemnaście lat temu wrócił. Wrócił tu, do Los Angeles.
         - Nie zabili go?
         - Nie. Przyszedł do królewskiego rodu. Rządził tam wtedy Arthur Temple, ojciec teraźniejszego króla. Przebłagał go, powiedział, ze się zmienił, że skończył z tym. Przepraszał wszystkie światy za swoje błędy. I większość mu uwierzyła. W tym twoja matka, która nawet nie zdawała sobie sprawy, ile ten wampir zabił niewinnych.
         Ruby rozszerzyła oczy ze zdziwienia, a jej usta same się otwarły. Jej matka spotykała się z mordercą?
         - Ale to nie wszystko – kontynuowała. – Dałam jej ultimatum. Ja, nasz świat czy on. Miała wybór. Zastanawiała się bardzo długo. Naprawdę. Wyjechała gdzieś na parę tygodni, by wszystko przemyśleć. Miałam nadzieję, ze gdy wróci wybierze to co powinna. Że nie zawiedzie swojego królestwa.
         - I co wybrała?
         Amber przesunęła ręka po włosach.
         - Nic – odpowiedziała. – Nie było czasu, żeby usłyszeć od niej tą odpowiedź.
         Ruby zamrugała.
         - W takim razie z kim została?
         - Kiedy przyjechała, była całkiem zrozpaczona. Dopytywałam się o co chodzi, lecz nie chciała mi powiedzieć. Przez kilka dni chodziła zamknięta w sobie. Było po prostu inna. Jakby ta wesoła, zakręcona dziewczyna zniknęła, a zamiast niej pojawiła się smutna i zamknięta w sobie dziewiętnastolatka. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Blokowała swoje myśli. Przyszłam raz do niej pokoju. Siedziała skulona na łóżku, płakała. Usiadłam koło niej, tak, jak teraz siedzę obok ciebie – powiedziała, przypominając sobie całe te wydarzenie. – Zaczęłam z nią rozmawiać. Początkowo milczała, ale z czasem odpowiadała na moje pytania. To była pierwsza, szczera rozmowa od wielu miesięcy. Opowiedziała mi o wszystkim. O tym, że Claus został ponownie wykluczony ze naszego świata, tym razem bez żadnego zamieszania, nikt nie miał się o tym dowiedzieć.
         - I tylko dlatego tak się zmieniła? – zapytała Ruby, coraz bardziej zaciekawiona całą historią.
         - To była jej pierwsza, wielka miłość. Niewłaściwa, ale szczera – uśmiechnęła się delikatnie. – Ale to nie był koniec. Obserwowałam ją. Oprócz zmienny psychicznej, jej ciało zaczęło się zmieniać. Miała poranne mdłości, więcej jadła, bóle brzucha nieustępowany. Wiedziałam co to oznacza. Początkowo nie mogłam pogodzić się z faktem, że Sapphira jest w ciąży. Miała jedynie dziewiętnaście lat, całe życie przed sobą.
         - A co z Clausem?
         Amber wzruszyła ramionami.
         - Nikt nie wie. Uciekł jak zawsze. Był inteligentny i sprytny, ale zawsze oznaczał się tchórzostwem.
         - A co z mamą? To ja byłam tym dzieckiem, prawda? – zapytała, licząc na to, ze odpowiedź będzie przecząca.
         - Tak. To  było wręcz niemożliwe. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by czarownica i wampir mieli dziecko. Ale przed tym zanim się urodziłaś, twoja matka poznała Jamesa. Pochodził z potężnej czarodziejskiej rodziny, miał wielki talent do czarów. Od razu między nimi zaiskrzyło. Stali się nierozłączni, byli jak dwie połówki. Idealna para – westchnęła. – Kilka miesięcy później Saphhira urodziła zdrową, silną dziewczynkę. Wszyscy myśleli, że jest to dziecko Jamesa. Nadal uważają cię za jego córkę. Ale przecież nią jesteś. To on był twoim ojcem, Ruby, mimo, ze nie łączyła was ta sama krew.
         Ruby zaniemówiła. Dopiero teraz doszło do niej, kto jest jem ojcem. Prawdziwym ojcem. Wampir, który wymordował niewinne istoty. Wampir, który budzi postrach Az do dziś. Claus Mason.
         - Jesteś pierwszą półkrwi, Ruby – ciągnęła babka. – To niesamowite. Jesteś czarownicą i wampirem w jednym.
         Siedemnastolatka zaprzeczyła głową. Jej cały życie okazało się kłamstwem. Przez siedemnaście lat myślała, że jej ojcem był James Poole, że jest czystej krwi czarownicą. A tu okazuje się, ze jest nim morderca, wampir, a ona sama jest pół-krwi. Na samą myśl o tym, że w jej żyłach płynie krew wampira, który zabijał niewinnych, budziła ją odraza. Odraza do siebie samej.
         Amber położyła rękę na ramieniu wnuczki.
         - Wiem, że cię okłamałam – powiedziała smutnym głosem, przepełnionym skruchą, która naprawdę można było w nim usłyszeć. – Ale w trójkę uznaliśmy, że tak będzie dla ciebie lepiej. Te sprawy miały się potoczyć inaczej. Wszystko miało być inne, Ruby. Twoja matka chciała ci powiedzieć, gdy trochę podrośniesz - opuszkiem palca wytarła łzę spływająca po jej pliczku. – Ale później… Gdy jej już nie było, chciałam dokończyć to, co postanowiła. Zamierzałam ci powiedzieć.
         - To czemu tego nie zrobiłaś?
         - Chciałam, Ruby, naprawdę chciałam. Ale bałam się. Stchórzyłam.
         Ruby prychnęła.
         - Zamierzałaś mnie okłamywać do końca życia, tak? Jestem wampirem, jestem istotą, którą ty uczyłaś mnie nienawidzić. Jak mogłaś? – spojrzała na jej przepełnione bólem oczy.
         - Jesteś czarownicą, z prostej linii od najstarszej czarownicy. Mimo, że płynie w tobie  wampirza krew, nie jesteś wcale do nich podobna. Nie masz ich wszystkich cech, Ruby. Nie potrzebujesz krwi by przeżyć, nie potrafisz jak one szybko biegać, nie jesteś taka silna jak one, nie jesteś taka okrutna..
         - Wszystkich cech? – zapytała. – Czyli jednak jakieś są?
         Amber wzruszyła ramionami.
         - Nie jestem pewna. Z tego co zdążyłam zauważyć przez siedemnaście lat nie wykazujesz żadnych cech podobnych do cech wampira. Oprócz jednej, której nie mogę sprawdzić. Zauważyłam, ze twoje rany goja się o wiele szybciej niż rany innych czarownic. U wampirów znikają one nawet po kilku sekundach, ci wolniej, gdzieś z godzinę. Ale to i tak niemożliwe dla zwykłych czarownic. A skoro masz taką, to może – westchnęła. – może jesteś nieśmiertelna, Ruby.
         Nastolatka zamrugała kilkakrotnie oczami. Ona i nieśmiertelność? Ona ma żyć dłużej niż będzie żył ten świat? Nieświadoma przeczytała głową. Nie chciała, nie chciała patrzeć jak wszyscy jej najbliżsi umierają. Gdy pozostanie sama na tym świecie, bez tych przyjaciół rodziny. Nie, to niemożliwe.
         - Ruby – babka chwyciła jej kosmyk włosów chowając za ucho. – Wybaczysz mi kiedyś? Wiem, że okłamałam cię. Okłamywałam przez wiele lat, ale uwierz, to dla mnie nie było łatwe. Jesteś wyjątkowa, Ruby, jedyna na świecie. Proszę, zrozum mnie..
         Dziewczyna nie wiedziała co odpowiedzieć. Z jednej strony próbowała ja zrozumieć, wiedziała, że to dla niej musiało być trudne. Ale z drugiej, była przez nią okłamywana. I może nadal by była, gdyby nie John, który nieświadomy powiedział jej o tym.
         - Czy Claus wie? – zapytała Ruby, ignorując przeprosiny babki. Nie była gotowa, by jej odpowiedzieć.
         - O tobie? Nie, nie wie.
         Ruby stanęła, odrywając tym samym rękę babki od swojego ramienia.
         - Chodziło mi, czy wie, że mama i tata nie żyją?
         Przez sekundę zawahała się, nie wiedziała czy ma powiedzieć ‘James’ czy tata. Bo to przecież on wychowywał ja przez pierwsze dwa lata jej życia, go do dzisiaj uznawała za biologicznego ojca.
         Amber spojrzała w podłogę, jakby tam mogła wyczytać całą odpowiedź. Ona też się zawahała. Zawahała się tego, czy powiedzieć Ruby o jeszcze jednej sprawie, którą przed nią okrywała.
         - To nie było tak, że tych dwoje wampirów przypadkowo znalazło się na twoich urodzinach. Nie wiem jak ich nazwać. Powiedziałabym, że byli zwolennikami Clausa. Był dla nich wzorem, szanowali go. Oni również myśleli, że ty jesteś córką Jamesa. Myśleli, ze to był powód dla którego Claus znikł. Myśleli, że to przez ciebie. Przecież nikt nie wierzy w to, ze wampir i czarownica mogą mieć dziecko. Oni tez nie wierzyli. Myśleli, że Sapphira zdradziła Clausa i dlatego znikł. Nie chcieli pojąć, ze ich wzór po prostu stchórzył przed karą, jaką było zabicie go za kolejne zabójstwa. Nie chcieli zabijać twoich rodziców, Ruby…
         - Chcieli zabić mnie – dokończyła.
         Cała historia zaczęła nabierać sensu. Od samego początku. Ona była błędem jej matki, ona nie powinna się nawet urodzić. Tak właśnie myślała. Uważała się, za kogoś bezwartościowego. W jej żyłach płynęła krew mordercy.
         - Tak – zgodziła się Amber. – Ty miałaś być ich ofiarą. Liczyli na to, ze po tym Claus wróci. Ale Sapphira rzuciła na nich zaklęcie. Była potężna czarownicą, ale  nikt nie potrafi zmienić decyzji innego. Na to nie ma zaklęcia. Jedynie co mogła zrobić to zbudować koło ciebie tarczę ochronną. Nie mogli cię dopaść. Postanowili się zemścić, dlatego zabili twoją matkę i ojca.
         Ruby ukryła twarz w dłoniach. Słyszała swój nierówny oddech. Czuła mocne bicie serca. Prawda była taka bolesna. Wiedziała, ze musi być na to przygotowana, jednak nie była. To zbyt bolało.
         - To moja wina – szepnęła. – Przeze mnie nie żyją. To wszystko moja wina. Nie powinnam się urodzić, jestem potworem, jestem córką potwora.
         Amber stanęła i mocno przytuliła swoja wnuczkę.
         - Nie mów tak, to nie prawda. Jesteś potężną i silną czarownicą, Ruby. Jesteś córką swojej matki, która wykazała się taką odwagą.. Powinnaś być z niej dumna, powinnaś być dumna z siebie.
         Samotna łza wypłynęła z oka nastolatki odbijając się o podłogę, w której mogła zobaczyć swoje odbicie. I przez ten ułamek sekundy zdawało jej się, że zobaczyła tam swoją matkę, nie siebie. I dopiero teraz zauważyła jak bardzo jest do niej podobna. Z wyglądu i charakteru. Obie zakochane w wampirach.
         - Przepraszam cie, babciu – szepnęła, odrywając się od Amber. – Ale muszę cos jeszcze załatwić.
         Popędziła do szkoły, mając nadzieję, że John jeszcze tam będzie. Wiedziała już, co musi zrobić.