poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział VII ,,I ta cząstka, która chce być całością..".



         Zimny wiatr uderzał w twarz Ruby, gdy ta szybkim krokiem szła w kierunku szkoły. Powiew powietrza tańczył walca z jej włosami, rozwiewając je na wszystkie możliwe strony. Serce dziewczyny uderzało dwa razy szybciej niż zawsze, nierytmicznie i mocno, jakby nagle miało wyskoczyć z jej piersi. Oddychała powoli, zaciskając mocno oczy, zastanawiając się, co ma mu powiedzieć. To wszystko zniknęło, to, czego się dowiedziała o sobie, swojej przeszłości, swojej rodzinie. Tego już nie było w jej myślach, to już nie było dla niej ważne. On był dla niej ważny. Wampir, którego posądzała o wszystkie morderstwa, którego próbowała nienawidzić z całych swoich sił, ale nie potrafiła. Bo od kiedy dowiedziała się, że jest tym kim on, a on jest tym kim ona. Jest dopełnieniem jego, a on jest dopełnieniem jej. Jest jego drugą połówką, a on jest drugą połówką jej, wszystko stało się inne. Nagle zrozumiała, że ta podstawowa nienawiść był zauroczeniem, do którego bała się przyznać sama przed sobą.
         Jej nogi diametralnie się zatrzymały, gdy tylko jej oczom ukazał się zwykły ceglany budynek.  Nigdy nie powiedziałaby, ze na widok szkoły jej nogi zmiękną i odmówią posłuszeństwa, wzdłuż kręgosłupa przejdą ciarki, a serce zacznie bić do maksymalnych swoich uderzeń. Chciała tam wejść, a jednocześnie chciała uciec. Chciała, żeby tam jeszcze był, a jednocześnie chciała, żeby szkoła była zupełnie pusta. Było tak jak podczas rozmowy z Amber – jej myśli się plątały, tak, że sama nie wiedziała co czuje. Strach, ciekawość, złość, przerażenie, podniecenie, irytacja.
         Zrobiła krok do przodu, decydując się pójść do szkoły, gdy nagle bukowe drzwi budynku z hukiem otworzyły się. Ruby cofnęła się gwałtownie, gdy wysoki blondyn równie mocno zamknął drzwi. Nawet z tej odległości siedemnastolatka mogła zobaczyć wyraz jego twarzy – był zdenerwowany i zdezorientowany. Niespokojnie rozejrzał się do około, gdy jego błękitne oczy natrafiły wzrok dziewczyny.
         - John – szepnęła, podbiegając do niego.
         Chłopak nie zatrzymał się. Wręcz przeciwnie – przerzucił torbę przez ramię i szybkim krokiem zaczął iść w przeciwnym kierunku. Ruby przez chwile kompletnie zdezorientowanym wzrokiem patrzyła na idącego, a raczej uciekającego przed nią wampira. Przecież była pewna, ze ją zobaczył. Że przez ułamek sekundy patrzył prosto w jej oczy. Dlaczego więc się nie zatrzymał?
         - John! – krzyknęła w jego kierunku. Zwykły człowiek by to nawet usłyszał, ewidentnie chłopak nie chce z nią rozmawiać. – John, poczekaj!
         Zero reakcji ze strony Johna, lekko zaniepokoiła Ruby. Dziewczyna nie zamierzała patrzeć, jak chłopak odchodzi, zwłaszcza po tym, czego się dowiedziała. Chciała wszystko z nim wyjaśnić.
         - Zatrzymaj się, rozumiesz? – krzyknęła, biegnąc ile sił w nogach, żeby dogonić blondyna. Mimo, że szedł, wcale nie był o dużo wolniejszy od biegnącej Ruby. Na słowa dziewczyny, jakby na chwile przystopował, ale znów ruszył przed siebie.
         Siedemnastolatka dogoniła go po dopiero kilku minutach. Stanęła przed nim i ręką popchnęła jego tors, tak, ze chłopak się zatrzymał. John wpatrywał się na nią w bezruchu pustym wzrokiem. Ruby wzięła kilka głębszych wdechów, uginając się w pół.
         - Czemu się nie zatrzymałeś? – wybełkotała prostując się.
         Zamiast odpowiedzi jednak otrzymała jego zimny wzrok, ilustrujący ją od stóp do głowy. I była już pewna, że to nie przez nieprzytulny wiatr uderzający ją w policzki, ale właśnie przez ten jego wzrok, cała się trzęsie.
         - Nie mam pojęcia o co ci chodzi, ale chcę, żebyś…
         - Nie masz pojęcia o co mi chodzi? – przerwał jej. Jego niski, pozbawiony emocji sprawił, że po ciele Ruby przeszły ciarki. Błękitne oczy wpatrywały się w nią, zastygnięte, pozbawione wszelkiego ruchu.
         - Nie – szepnęła.
         Chłopak wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu i pokręcił głową. Jednym krokiem ominął Ruby, kierując się do przodu. Ale i tym razem dziewczyna nie dała mu żadnych szans, i mimo, że był od niej o wiele silniejszy, podbiegła, wymijając i popychając go, zatrzymała.
         - Chcę, żebyś najpierw mi wytłumaczył – powiedziała stanowczo, krzyżując ręce pod piersiami.
         - Wolałbym – odpowiedział wlepiając znowu wzrok w jej oczy. – żebyś to ty mi wytłumaczyła.
         Ruby kilkakrotnie zamrugała, podnosząc brew do góry.
         - Wytłumaczyć? To nie ja przestaję odzywać się do osoby, którą niedawno po… - przerwała. Poczuła czerwone wypieki na swojej twarzy. Chciała wspomnieć o ich pocałunku, ale jakoś nie miała odwagi.
         - Tak, ale to nie ja całuje się z wampirem, tylko dlatego, by nieświadomie wypił eliksir prawdy – zrozumiał o co jej chodzi.
         Ruby na jego słowach zaniemówiło. Dopiero teraz przypomniała sobie, jak nagle wybiegła z klasy, zostawiając półprzytomnego Johna pod wpływem eliksiru, z pełną świadomością wszystkich wydarzeń, gdy tylko się obudzi. W tym momencie miała ochotę stuknąć się mocno w czoło i zapaść pod ziemie czy cos w tym rodzaju. Jak mogła zapomnieć o tej ważnej rzeczy? Jak w ogóle mogła go podejrzewać?
         - Tak, Ruby, pamiętam wszystko. Od czasu gdy weszłaś do klasy, pocałowałaś mnie, dałaś mi swój eliksir, a potem wypytywałaś o różne rzeczy. Jak zaczęłaś podejrzewać mnie o zabójstwa, o hipnozę, o kłamstwa. Wszystko.. – zamknął oczy i westchnął cicho. – Najgorsze jest to, że ci uwierzyłem. Że twoje słowa były prawdziwe, że twój pocałunek był prawdziwy, ze ty jesteś prawdziwa.. A to wszystko jest nie prawdą. Kłamstwem, twoim kłamstwem otaczającym mnie ze wszystkich stron. Powiedz mi, Ruby, jesteś zadowolona? Poznałaś prawdę, poznałaś więcej niż chciałaś, znasz naszą wspólną tajemnicę, znasz swój sekret, znasz moje myśli.. Możesz się cieszyć, udało ci się mnie zniszczyć, daję ci drogę wolną, rób co chcesz.
         Jego oczy wydawały się pociemnieć, świeciły pustką i złością, ale nie taką, jaką ma Ruby, gdy się wścieka. W jego oczach można było wyczytać niezrozumienie, sam nie wiedział z czego ma być bardziej wściekły.
         Ruby przygryzła dolną wargę, tak mocno, że już po chwili poczuła miedziany smak w swoich ustach.
         - To wszystko nie tak – powiedziała. Chciała spojrzeć w oczy chłopakowi, ale wstydziła się. Czuła odrazę do samej siebie.
         - Wiesz, zawsze się zastanawiałem, dlaczego czarownice nienawidzą wampirów – uśmiechnął się sarkastycznie, choć jego oczy nadal pozostawały zimne. – To zawsze my byliśmy spostrzegani jako ci źli. A teraz jak się czujesz, wiedząc, ze sama jesteś potworem?
         Razem z jego słowami, cos ukłuło ją od środka. Miał rację, zawsze uważała wampiry za potwory. A tu sama nim jest. Ale nie czuła się jak jakaś bestią.
         - John.. – szepnęła.
         - Nie, Ruby – przerwał, zanim zdarzyła cos powiedzieć. O ile w ogóle coś wyszło by z jej ust. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie miała nic na swoją obronę. – Miałaś rację, wampiry i czarownice to zupełnie inne światy. Gdy cię pierwszy raz zobaczyłem, od razu wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Ale za każdym razem, gdy próbowałem się do ciebie zbliżyć, ty oblewałaś mnie nienawistnym spojrzeniem, odpychałaś. I miałaś rację, nie pasujemy do siebie. Nigdy nie powinniśmy się spotkać, nasza pierwsza rozmowa to był jeden wielki błąd, który już nigdy się nie powtórzy.
         Ruby wypuściła powietrze, zdając sobie sprawę, że przez całą jego wypowiedź wstrzymywała oddech. Chłopak odwrócił się na pięcie, lecz zanim zdołał zrobić krok, siedemnastolatka złapała go za rękę.
         - Ja tak nie uważam – powiedziała poważnym tonem, starannie dobierając słowa.
         John spojrzał na nią i przybliżył się do niej. Ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Czuła jego oddech, nierówny tak samo jak jej. Widziała jakie błękitne oczy, w których mogłaby utonąć.
         - Więc jak uważasz?
         Ruby tak bardzo chciała przekroczyć barierę dzielącą ich twarze, jak dzisiejszego południa, tylko z własnej woli. Ale wiedziała, ze to niestosowna chwila.
         - Wiem, że czujesz do mnie żal – powiedziała. – Ale wiem też, ze oprócz tych złych, negatywnych uczuć czujesz coś jeszcze. Coś co siedzi głęboko w twoim sercu i czeka na uwolnienie. Co budzi cię każdego dnia, dodaje tyle energii, ze chcesz wstać. Co prowadzi cię, co rozstrzyga sporu między sercem a rozumem. Co jest prawdziwe i mocne, czekając tylko na odpowiednią chwilę, by się ujawnić. Bo to jest cząstka ciebie, Johnie, to jest kawałek twojej duszy…
         - Skąd wiesz? – zapytał.
         Na twarzy Ruby po raz pierwszy tego dnia zagościł uśmiech, delikatny, ale prawdziwy.
         - Bo mam to samo, John – odpowiedziała. - To jest tylko w nas, kiedyś było całością, ale rozdzieliło się na dwie części. Jedna jest w tobie, a druga we mnie – przyłożyła jego dłoń do swojego serca. – I teraz to czeka, aż ponownie się złączy. To chcę znowu być całością. I dopiero, gdy twoja cząstka poczuje swoją utracona część, wypłynie z twojego serca i uczyni cię szczęśliwym.
         - Uważasz, ze będę szczęśliwym, jeśli kawałek mojej duszy odnajdzie swoja drugą połówkę?
         - Tak – szepnęła.
         Kąciki ust Johna powędrowały do góry. Nie był to kpiący uśmiech, ale pokazujący zadowolenie.
         - Chciałbym, żeby moja cząstka duszy znalazła swoją drugą połówkę – odrzekł. – I wiem, ze jest ona w tobie, Ruby. Czuję to. Czułem od początku.
         - John..
         - Wierzysz w przeznaczenie, że los jest nam od narodzin do śmierci przepisany, że o niczym tak naprawdę nie decydujemy, tylko przewracamy koślawo ułożone kostki domina, i nic nie zmieni tego jak skończymy? - przerwał jej. - Wierzysz. Ja też wierzę. Ale ta cząstka, o której mi mówisz, jest głęboko schowana. Za głęboko, Ruby. I mogą mijać dni, miesiące lub nawet lata zanim będzie gotowa żeby wypłynąć. Masz rację, nie byłem szczęśliwy przez cale moje życie i wiem, że ty też nie byłaś. Ale kiedyś to się zmieni, obiecuję.
         Siedemnastolatka skinęła głową, lekko zawiedziona decyzja chłopaka.
         - Chcę być szczęśliwa tylko wtedy, kiedy ty będziesz. I nawet jeśli miną lata, ta cząstka zawsze będzie w nas gotowa żeby się ujawnić. Wiem, że źle zrobiłam podejrzewając cię i nawet nie wiesz, jak tego żałuję. Mam jedynie nadzieję, ze kiedyś mi to wybaczysz..
         - Wybaczę, ale nie jestem jeszcze gotowy – powiedział, dotykając ręką jej zimnego policzka. Przez chwile delikatnie opuszkami kciuka jeździł po nim, aż zatrzymał się i oderwał rękę. Pierwszy raz widział Ruby z czysto zielonymi oczami, w których nie było widać ani odrobinkę srebra. Wiedział, ze są sobie przeznaczeni i że historia o cząstkach ich duszy jest prawdziwa, nawet jeśli Ruby nie zdawała sobie z tego sprawy.
         - Pozwól mi… – powiedziała zamykając oczy. – Pozwól mi to wszystko naprawić. Jestem wampirem, John. Ale nadal jestem również czarownicą. Wiem, że nie masz nic wspólnego z zabójstwami dziejącymi się w moim świecie. Ale ja nie mogę tego zostawić. I proszenie cie teraz o pomoc, gdy czujesz do mnie wstręt po tym co zrobiłam, było by najbezczelniejszą rzeczą, którą mogłabym zrobić, to chcę cię poprosić. Nie o pomoc, ale proszę cie – zmarszczyła brwi. – Proszę cie uważaj na siebie.
         John spojrzał na nią podnosząc lewy kącik ust do góry.
         - O mnie się nie martw. Uważaj lepiej na siebie i pamiętaj, że nie dam cię nikomu skrzywdzić. Zawsze cię ochronię, nawet jeśli będziemy największymi wrogami.
         Stali tak samotni, obejmowani przez chłodny wiatr. Wszystko wydawało się być szaro, oprócz nich samych. Oni byli na ziemi, jednocześnie na niej nie będąc. Nic im nie przeszkadzało. Byli tylko w dwójkę, z łączącą ich nicią.
         - Dziękuje ci – poczuła jak oblewa się lekkim rumieńcem. – I jednocześnie przepraszam, za to wszystko..
         Czuła wstyd, przerażenie i strach, ze nigdy jej nie wybaczy. Jeszcze dzień temu ich role były odwrócone. Ale czy jest możliwe, żeby jednego dnia tak dużo się działo? Świat Ruby przez 17 lat był spokojny, jej życie mijało jak życie każdej nastolatki, nawet tej o nadprzyrodzonych zdolnościach. Jeden chłopak wszystko zmienił, zmienił na lepsze.
         - Wiem, ze już tego nie zrobisz, Ruby – powiedział robiąc krok do tyłu. - Przeprosiny przyjęte – powiedział szybko.
         Ruby wystrzeżyła zęby w uśmiechu. Mogła spojrzeć w oczy Johna, które mimo, ze wyrażały jeszcze resztki złości i żalu, napełniły się też dobrocią i zrozumieniem.
         Jedno dziękuje, jedno przepraszam i jedno proszę. Puste słowa, a tak wiele znaczą..