wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział V, cz. I ,,Prawda w prawdzie".



            Ruby odłożyła ostatnią księgę na miejsce. Z zawiedzioną miną pozbyła się kurzu na koniuszkach palców pozostawionego po nieużywanych przez lata rzeczy. A dokładniej księg. Z reguły wielkich, ciężkich i starych. Razem z Viktorią przez kilka dni (a czasem i nocy) przeszukiwały każdy zakamarek domu Mallory’ów w poszukiwaniu jednej kartki. Małej, starej kartki. Niby zwykłej. Ale dla Świata Czarownic mogła wiele znaczyć. Kartka, która mogła uratować ich istnienie. Kartka, która zawierała cenną informacje mogącą położyć kres ostatnim zdarzeniom. Kartka, w której zapisany był sposób przyrządzenia nieużywanego już od wieku eliksiru. Eliksir prawdy. Ostatni ich ratunek. Ciecz, która może pokazać sprawce. Kilka mililitrów, które zakończą to, co się zaczęło.
            Amber Mallory nie zdołała umieścić wszystkich swoich cennych starodruków w sypialni, dlatego przed wieloma laty kazała wybudować coś w rodzaju biblioteki w piwnicy. Zwykłe półki, które mieściły z… kilkaset książek? Wszystkie zostały przewertowane przez dwie nastolatki. Ale w żadnym Ruby & Viktoria nie znalazły nic o eliksirze prawdy. Nic. Zupełnie jakby nie istniał. Ale młoda czarownica była pewna, że istnieje. Mimo, że niektórzy już o nim zapomnieli, go na pewno dało się przyrządzić. Tylko receptura. Potrzebny kawałek papieru z recepturą żeby odkryć zabójcę. I mimo, że dziewczyna wiedziała, iż w której księdze musi ona być, nie mogła jej znaleźć.
            - A może po prostu zapytasz babki?  - powiedział wysoki głos, w którym było słychać nutkę przemęczenia.
            - Wiesz, że nie mo-o-o-ogę – ziewnęła Ruby.  – Nie wiem, co by zrobiła, gdyby dowiedziała się,  że prowadzę własne śledztwo, ale nie należałoby to do najmilszych spraw. Wiesz, dla niej to narażanie życia – przy ostatnich dwóch słowach zgięła dwa palce przy obu rękach.
            Viktoria westchnęła opadając na fotel.
            - Za jej młodości chyba jeszcze robiono takie eliksiry?
            Ruby tylko podniosła ramionach w geście obojętności.
            - To i tak nic nie da. Nie prowadzi żadnych pamiętników. A zresztą, przeszukaliśmy całą bibliotekę.
            - Właśnie do tego zmierzam – w jej głos wpadła nutka entuzjazmu. Gwałtownie podniosła się z fotela. – Może trzyma je u siebie?  Wiesz, tak dla ostrożności.
            Ruby zaprzeczyła głową.
            - Nie, to nie możliwe. Wczoraj, kiedy poszła na zbiórkę rady przeszukałam jej pokój. Oprócz księgi o starożytnych zaklęciach nic nie znalazłam.
            Przyjaciółka zrobiła zawiedzioną minę. Obie siedziały w milczeniu, pogrążone we własnych myślach. Ruby próbowała sobie przypomnieć, że może ominęła jakiś kawałek czy półkę. Ale zamiast zakurzonych półek w piwnicy jej myśli zatrzymały się na bukowych półkach w wielkiej bibliotece. Tam, gdzie kilka dni temu ostatni raz widziała Johna. Gdzie ostatni raz rozmawiali, i gdzie niewidzialna nić ostatni raz złączyła ich ze sobą.
            Od kilku dni wampir nie pojawiał się w szkole. A w ciągu tych kilku dni na drugim końcu Ameryki zginął czarodziej. Przypadek? Dziwny zbieg okoliczności?  Dla Ruby nie istnieje coś takiego. Dla niej to zwykły dowód. Niczym brak alibi. Teraz wystarczy tylko wytworzyć ten eliksir, wlać kilka kropli temu wampirowi i cieszyć się pojmaniem zabójcy. Tylko, albo aż.
            Krążyła pustym wzrokiem po ciemnej piwnicy. Zauważyła podziurawioną przez robale jedną z najwyższych półek, migoczącą lampę, jakąś dziurę w ścianie, z której wystawał mały skrawek papieru, krzesło z podłamaną nóżką… Wait. Co?
            - Mam coś! – krzyknęła patrząc na dziurę w ścianę. Przysypiająca już Viktoria gwałtownie podskoczyła.
            - Co?
            Ruby podbiegła do ściany. Nawet nie pamiętała jak podniosła się z fotela i jak przemierzyła kilka metrów piwnicy. Wyjęła kartkę, zżółciałą i podpaloną z boku.
            - Jest, jest, jest! Elixir of Verum – przeczytała drobny nagłówek. – Musi być bardzo stary, skoro napisany został po łacinie.  Martwym językiem czarownice posługiwały się w siedemnastym wieku.
            - Czekaj, co? – Viktoria podskoczyła. – Znalazłaś?
            Ruby skinęła głową, a na jej twarzy zatryumfowało zwycięstwo.


            - Tu pisze, że przyrządzenie jest skomplikowane i trwa od 2 do 12 dni w zależności od ilości składników  - tłumaczyła Ruby,  kiedy już spokojnie usiadły . – No cóż nie marnujmy czasu. Zacznijmy od dzisiaj.
            Okazało się jednak, ze ,,skomplikowane”  to za mocne słowo. Eliksir był niczym przepis na zupę, a że obie nastolatki były dobrymi kucharkami, wydawał się prosty. Najgorsze jednak były składniki, gdy w grę wkraczały rzeczy, które w XXI w. raczej trudno zdobyć.  No, bo niby gdzie można kupić np. język ropuchy czy skrzydło nietoperza? Chyba, że samemu je się w jakiś sposób zdobędzie..
            Ruby spojrzała na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem. Viktoria od razu zrozumiała o co jej chodzi.
            - Nie, nie ma mowy – jęknęła.  – Nie będę ucinać jakimś gadom języków.
            - Nie musisz. Mam pomysł  - odpowiedziała z łobuzerskim uśmiechem.



*



            Po dwóch dniach miały już wszystkie składniki, w których między innymi znajdowały się:  język, skrzydła, nóżka, krew, kurze oko etc. Nie, nie zdobyły tego własnoręcznie. Choć w sumie to swoimi rękami wykradły te rzeczy z laboratorium szkolnego.  Nie było to aż takie trudne. Wystarczyło uruchomić alarm przeciwpożarowy, a gdy wszyscy opuścili budynek wkraść się do sali.
            Ruby planowała zrobić kilka dawek. Można by było przesłuchać najbardziej podejrzanych (choć aktualnie tylko jeden przychodził jej do głowy), ale niestety było to nie możliwe. W laboratorium było po max. 2 rzeczy. A na jedną dawkę trzeba było mieć właśnie po dwie rzeczy z każdego składnika.. Oczywiście mogły same je zdobyć, po raz drugi, tylko w inny sposób, ale skąd miały wziąć jeszcze 2 x 20ml jadu tajpana,  najbardziej jadowitego węża na świecie, nie wspominając, że raczej w Ameryce się go nie spotka.
            - Dwa obroty w lewo, jeden w prawo… i gotowe!
            Ruby była zadowolona, że udało jej się wytworzyć eliksir prawdy. Miał ok. 300ml, czyli tyle, ile musiał wypić wampir, wilkołak lub czarownica, żeby mówiła prawdę przez całe pół godziny i niczego potem nie pamiętała (na ludzi wystarczy mniej). Aż dziwne, że tyle składników potrzeba było na kubek jakieś gęstej cieczy. Ostatnim punktem było odstawienie na 24h. Nieoficjalnie: podać je Johnowi Temple. 



------------------------------
Tak wiem, że jest mega krótkie i nudne, ale zapewniam, że cześć II tego rozdziału będzie dłuższa i ciekawsza ;). 

2 komentarze:

  1. Hej! Fajny rozdział szkoda ,że krótki ,ale i tak bardzo wciągający blog. Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 rozdział lepszy , ale dwa też są fajne xD czekam z niecierpliwościa na więcej :))

    OdpowiedzUsuń