Zimny wiatr uderzał w twarz Ruby, gdy
ta szybkim krokiem szła w kierunku szkoły. Powiew powietrza tańczył walca z jej
włosami, rozwiewając je na wszystkie możliwe strony. Serce dziewczyny uderzało
dwa razy szybciej niż zawsze, nierytmicznie i mocno, jakby nagle miało
wyskoczyć z jej piersi. Oddychała powoli, zaciskając mocno oczy, zastanawiając
się, co ma mu powiedzieć. To wszystko zniknęło, to, czego się dowiedziała o
sobie, swojej przeszłości, swojej rodzinie. Tego już nie było w jej myślach, to
już nie było dla niej ważne. On był dla niej ważny. Wampir, którego posądzała o
wszystkie morderstwa, którego próbowała nienawidzić z całych swoich sił, ale
nie potrafiła. Bo od kiedy dowiedziała się, że jest tym kim on, a on jest tym
kim ona. Jest dopełnieniem jego, a on jest dopełnieniem jej. Jest jego drugą
połówką, a on jest drugą połówką jej, wszystko stało się inne. Nagle
zrozumiała, że ta podstawowa nienawiść był zauroczeniem, do którego bała się
przyznać sama przed sobą.
Jej nogi diametralnie się zatrzymały,
gdy tylko jej oczom ukazał się zwykły ceglany budynek. Nigdy nie powiedziałaby, ze na widok szkoły
jej nogi zmiękną i odmówią posłuszeństwa, wzdłuż kręgosłupa przejdą ciarki, a
serce zacznie bić do maksymalnych swoich uderzeń. Chciała tam wejść, a jednocześnie
chciała uciec. Chciała, żeby tam jeszcze był, a jednocześnie chciała, żeby
szkoła była zupełnie pusta. Było tak jak podczas rozmowy z Amber – jej myśli
się plątały, tak, że sama nie wiedziała co czuje. Strach, ciekawość, złość,
przerażenie, podniecenie, irytacja.
Zrobiła krok do przodu, decydując się
pójść do szkoły, gdy nagle bukowe drzwi budynku z hukiem otworzyły się. Ruby
cofnęła się gwałtownie, gdy wysoki blondyn równie mocno zamknął drzwi. Nawet z
tej odległości siedemnastolatka mogła zobaczyć wyraz jego twarzy – był
zdenerwowany i zdezorientowany. Niespokojnie rozejrzał się do około, gdy jego
błękitne oczy natrafiły wzrok dziewczyny.
- John – szepnęła, podbiegając do
niego.
Chłopak nie zatrzymał się. Wręcz
przeciwnie – przerzucił torbę przez ramię i szybkim krokiem zaczął iść w
przeciwnym kierunku. Ruby przez chwile kompletnie zdezorientowanym wzrokiem
patrzyła na idącego, a raczej uciekającego przed nią wampira. Przecież była
pewna, ze ją zobaczył. Że przez ułamek sekundy patrzył prosto w jej oczy.
Dlaczego więc się nie zatrzymał?
- John! – krzyknęła w jego kierunku.
Zwykły człowiek by to nawet usłyszał, ewidentnie chłopak nie chce z nią
rozmawiać. – John, poczekaj!
Zero reakcji ze strony Johna, lekko
zaniepokoiła Ruby. Dziewczyna nie zamierzała patrzeć, jak chłopak odchodzi,
zwłaszcza po tym, czego się dowiedziała. Chciała wszystko z nim wyjaśnić.
- Zatrzymaj się, rozumiesz? –
krzyknęła, biegnąc ile sił w nogach, żeby dogonić blondyna. Mimo, że szedł,
wcale nie był o dużo wolniejszy od biegnącej Ruby. Na słowa dziewczyny, jakby
na chwile przystopował, ale znów ruszył przed siebie.
Siedemnastolatka dogoniła go po dopiero
kilku minutach. Stanęła przed nim i ręką popchnęła jego tors, tak, ze chłopak
się zatrzymał. John wpatrywał się na nią w bezruchu pustym wzrokiem. Ruby
wzięła kilka głębszych wdechów, uginając się w pół.
- Czemu się nie zatrzymałeś? –
wybełkotała prostując się.
Zamiast odpowiedzi jednak otrzymała
jego zimny wzrok, ilustrujący ją od stóp do głowy. I była już pewna, że to nie
przez nieprzytulny wiatr uderzający ją w policzki, ale właśnie przez ten jego
wzrok, cała się trzęsie.
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi, ale
chcę, żebyś…
- Nie masz pojęcia o co mi chodzi? –
przerwał jej. Jego niski, pozbawiony emocji sprawił, że po ciele Ruby przeszły
ciarki. Błękitne oczy wpatrywały się w nią, zastygnięte, pozbawione wszelkiego
ruchu.
- Nie – szepnęła.
Chłopak wykrzywił usta w kpiącym
uśmiechu i pokręcił głową. Jednym krokiem ominął Ruby, kierując się do przodu.
Ale i tym razem dziewczyna nie dała mu żadnych szans, i mimo, że był od niej o
wiele silniejszy, podbiegła, wymijając i popychając go, zatrzymała.
- Chcę, żebyś najpierw mi wytłumaczył –
powiedziała stanowczo, krzyżując ręce pod piersiami.
- Wolałbym – odpowiedział wlepiając
znowu wzrok w jej oczy. – żebyś to ty mi wytłumaczyła.
Ruby kilkakrotnie zamrugała, podnosząc
brew do góry.
- Wytłumaczyć? To nie ja przestaję
odzywać się do osoby, którą niedawno po… - przerwała. Poczuła czerwone wypieki
na swojej twarzy. Chciała wspomnieć o ich pocałunku, ale jakoś nie miała
odwagi.
- Tak, ale to nie ja całuje się z
wampirem, tylko dlatego, by nieświadomie wypił eliksir prawdy – zrozumiał o co
jej chodzi.
Ruby na jego słowach zaniemówiło.
Dopiero teraz przypomniała sobie, jak nagle wybiegła z klasy, zostawiając
półprzytomnego Johna pod wpływem eliksiru, z pełną świadomością wszystkich
wydarzeń, gdy tylko się obudzi. W tym momencie miała ochotę stuknąć się mocno w
czoło i zapaść pod ziemie czy cos w tym rodzaju. Jak mogła zapomnieć o tej
ważnej rzeczy? Jak w ogóle mogła go podejrzewać?
- Tak, Ruby, pamiętam wszystko. Od
czasu gdy weszłaś do klasy, pocałowałaś mnie, dałaś mi swój eliksir, a potem
wypytywałaś o różne rzeczy. Jak zaczęłaś podejrzewać mnie o zabójstwa, o hipnozę,
o kłamstwa. Wszystko.. – zamknął oczy i westchnął cicho. – Najgorsze jest to,
że ci uwierzyłem. Że twoje słowa były prawdziwe, że twój pocałunek był
prawdziwy, ze ty jesteś prawdziwa.. A to wszystko jest nie prawdą. Kłamstwem,
twoim kłamstwem otaczającym mnie ze wszystkich stron. Powiedz mi, Ruby, jesteś
zadowolona? Poznałaś prawdę, poznałaś więcej niż chciałaś, znasz naszą wspólną
tajemnicę, znasz swój sekret, znasz moje myśli.. Możesz się cieszyć, udało ci
się mnie zniszczyć, daję ci drogę wolną, rób co chcesz.
Jego oczy wydawały się pociemnieć,
świeciły pustką i złością, ale nie taką, jaką ma Ruby, gdy się wścieka. W jego
oczach można było wyczytać niezrozumienie, sam nie wiedział z czego ma być
bardziej wściekły.
Ruby przygryzła dolną wargę, tak mocno,
że już po chwili poczuła miedziany smak w swoich ustach.
- To wszystko nie tak – powiedziała.
Chciała spojrzeć w oczy chłopakowi, ale wstydziła się. Czuła odrazę do samej
siebie.
- Wiesz, zawsze się zastanawiałem,
dlaczego czarownice nienawidzą wampirów – uśmiechnął się sarkastycznie, choć
jego oczy nadal pozostawały zimne. – To zawsze my byliśmy spostrzegani jako ci
źli. A teraz jak się czujesz, wiedząc, ze sama jesteś potworem?
Razem z jego słowami, cos ukłuło ją od
środka. Miał rację, zawsze uważała wampiry za potwory. A tu sama nim jest. Ale
nie czuła się jak jakaś bestią.
- John.. – szepnęła.
- Nie, Ruby – przerwał, zanim zdarzyła
cos powiedzieć. O ile w ogóle coś wyszło by z jej ust. Nie wiedziała co
powiedzieć. Nie miała nic na swoją obronę. – Miałaś rację, wampiry i czarownice
to zupełnie inne światy. Gdy cię pierwszy raz zobaczyłem, od razu wiedziałem,
że jesteśmy sobie przeznaczeni. Ale za każdym razem, gdy próbowałem się do
ciebie zbliżyć, ty oblewałaś mnie nienawistnym spojrzeniem, odpychałaś. I
miałaś rację, nie pasujemy do siebie. Nigdy nie powinniśmy się spotkać, nasza
pierwsza rozmowa to był jeden wielki błąd, który już nigdy się nie powtórzy.
Ruby wypuściła powietrze, zdając sobie
sprawę, że przez całą jego wypowiedź wstrzymywała oddech. Chłopak odwrócił się
na pięcie, lecz zanim zdołał zrobić krok, siedemnastolatka złapała go za rękę.
- Ja tak nie uważam – powiedziała
poważnym tonem, starannie dobierając słowa.
John spojrzał na nią i przybliżył się
do niej. Ich twarze dzieliło kilka centymetrów. Czuła jego oddech, nierówny tak
samo jak jej. Widziała jakie błękitne oczy, w których mogłaby utonąć.
- Więc jak uważasz?
Ruby tak bardzo chciała przekroczyć
barierę dzielącą ich twarze, jak dzisiejszego południa, tylko z własnej woli.
Ale wiedziała, ze to niestosowna chwila.
- Wiem, że czujesz do mnie żal –
powiedziała. – Ale wiem też, ze oprócz tych złych, negatywnych uczuć czujesz
coś jeszcze. Coś co siedzi głęboko w twoim sercu i czeka na uwolnienie. Co
budzi cię każdego dnia, dodaje tyle energii, ze chcesz wstać. Co prowadzi cię,
co rozstrzyga sporu między sercem a rozumem. Co jest prawdziwe i mocne,
czekając tylko na odpowiednią chwilę, by się ujawnić. Bo to jest cząstka
ciebie, Johnie, to jest kawałek twojej duszy…
- Skąd wiesz? – zapytał.
Na twarzy Ruby po raz pierwszy tego
dnia zagościł uśmiech, delikatny, ale prawdziwy.
- Bo mam to samo, John – odpowiedziała.
- To jest tylko w nas, kiedyś było całością, ale rozdzieliło się na dwie
części. Jedna jest w tobie, a druga we mnie – przyłożyła jego dłoń do swojego
serca. – I teraz to czeka, aż ponownie się złączy. To chcę znowu być całością.
I dopiero, gdy twoja cząstka poczuje swoją utracona część, wypłynie z twojego
serca i uczyni cię szczęśliwym.
- Uważasz, ze będę szczęśliwym, jeśli
kawałek mojej duszy odnajdzie swoja drugą połówkę?
- Tak – szepnęła.
Kąciki ust Johna powędrowały do góry.
Nie był to kpiący uśmiech, ale pokazujący zadowolenie.
- Chciałbym, żeby moja cząstka duszy
znalazła swoją drugą połówkę – odrzekł. – I wiem, ze jest ona w tobie, Ruby.
Czuję to. Czułem od początku.
- John..
- Wierzysz w przeznaczenie, że los
jest nam od narodzin do śmierci przepisany, że o niczym tak naprawdę
nie decydujemy, tylko przewracamy koślawo ułożone kostki domina, i nic
nie zmieni tego jak skończymy? - przerwał jej. - Wierzysz. Ja też wierzę. Ale ta cząstka, o której mi mówisz,
jest głęboko schowana. Za głęboko, Ruby. I mogą mijać dni, miesiące lub nawet
lata zanim będzie gotowa żeby wypłynąć. Masz rację, nie byłem szczęśliwy przez
cale moje życie i wiem, że ty też nie byłaś. Ale kiedyś to się zmieni,
obiecuję.
Siedemnastolatka skinęła głową, lekko
zawiedziona decyzja chłopaka.
- Chcę być szczęśliwa tylko wtedy,
kiedy ty będziesz. I nawet jeśli miną lata, ta cząstka zawsze będzie w nas
gotowa żeby się ujawnić. Wiem, że źle zrobiłam podejrzewając cię i nawet nie
wiesz, jak tego żałuję. Mam jedynie nadzieję, ze kiedyś mi to wybaczysz..
- Wybaczę, ale nie jestem jeszcze gotowy
– powiedział, dotykając ręką jej zimnego policzka. Przez chwile delikatnie
opuszkami kciuka jeździł po nim, aż zatrzymał się i oderwał rękę. Pierwszy raz
widział Ruby z czysto zielonymi oczami, w których nie było widać ani odrobinkę
srebra. Wiedział, ze są sobie przeznaczeni i że historia o cząstkach ich duszy
jest prawdziwa, nawet jeśli Ruby nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Pozwól mi… – powiedziała zamykając
oczy. – Pozwól mi to wszystko naprawić. Jestem wampirem, John. Ale nadal jestem
również czarownicą. Wiem, że nie masz nic wspólnego z zabójstwami dziejącymi
się w moim świecie. Ale ja nie mogę tego zostawić. I proszenie cie teraz o
pomoc, gdy czujesz do mnie wstręt po tym co zrobiłam, było by najbezczelniejszą
rzeczą, którą mogłabym zrobić, to chcę cię poprosić. Nie o pomoc, ale proszę
cie – zmarszczyła brwi. – Proszę cie uważaj na siebie.
John spojrzał na nią podnosząc lewy
kącik ust do góry.
- O mnie się nie martw. Uważaj lepiej
na siebie i pamiętaj, że nie dam cię nikomu skrzywdzić. Zawsze cię ochronię,
nawet jeśli będziemy największymi wrogami.
Stali tak samotni, obejmowani przez
chłodny wiatr. Wszystko wydawało się być szaro, oprócz nich samych. Oni byli na
ziemi, jednocześnie na niej nie będąc. Nic im nie przeszkadzało. Byli tylko w dwójkę,
z łączącą ich nicią.
- Dziękuje ci – poczuła jak oblewa się
lekkim rumieńcem. – I jednocześnie przepraszam, za to wszystko..
Czuła wstyd, przerażenie i strach, ze
nigdy jej nie wybaczy. Jeszcze dzień temu ich role były odwrócone. Ale czy jest
możliwe, żeby jednego dnia tak dużo się działo? Świat Ruby przez 17 lat był
spokojny, jej życie mijało jak życie każdej nastolatki, nawet tej o
nadprzyrodzonych zdolnościach. Jeden chłopak wszystko zmienił, zmienił na
lepsze.
- Wiem, ze już tego nie zrobisz, Ruby –
powiedział robiąc krok do tyłu. - Przeprosiny przyjęte – powiedział szybko.
Ruby wystrzeżyła zęby w uśmiechu. Mogła
spojrzeć w oczy Johna, które mimo, ze wyrażały jeszcze resztki złości i żalu,
napełniły się też dobrocią i zrozumieniem.
Jedno dziękuje, jedno przepraszam i
jedno proszę. Puste słowa, a tak wiele znaczą..
uhuhuhuhuhuh .. Super xD
OdpowiedzUsuń