Ruby
zaparkowała pod wielkim domem, wybudowanym w stylu wiktoriańskim. Wyglądał na
bardzo starą budowlę, a jednak idealnie skonstruowaną i zadbaną. Dziewczyna
siedziała w samochodzie, trzymając ręce na kierownicy i zastanawiając się czy
dobrze robi. Amber zawsze powtarzała jej, że nigdy nie należy kierować się
emocjami. Ale czy to były emocje?
Wpatrując się w piękny budynek przed
sobą podjęła decyzję. Wyszła z samochodu i stanęła przed domem króla Świata
Wampirów. Jej wzrok błądził po oknach zastanawiając się, które z nich należy do
Johna. Nigdy nie wspominał, w której części domu znajduje się jego pokój.
Telepatia, pomyślała. Nie spuszczając
wzroku z domu zaczęła nawoływać w myślach Johna. Ale nic to nie dało. Nie miała
zdolności telepatycznych i żeby skontaktować się z chłopakiem, to on musiał
zacząć. Ruby zrobiła zawiedzioną minę.
Nic tu po mnie – szepnęła, wzdychając
lekko. Oparła się o marmur budynku. Rozmyślała o śnie i o tym, co on oznacza.
Wystraszyła się, ze Johnowi mogło się coś stać. Jej mózg pokazywał najgorsze
obrazy, jakie mogły go spotkać.
Wiedziała, ze nie może odjechać.
Musiała sprawdzić, musiała upewnić się, że nic mu nie jest. Tylko jak?
Rozejrzała się po parceli. Nie była
ogrodzona żadnym płotem. Zieleń stanowiła większość kolorów znajdujących się
przed domem. Trawa była krótko przystrzyżona, obok drzwi rosły dwa krzaki, a
przy rogu stało dość wysokie drzewo. Sięgało prosto do jednego z okien na
piętrze.
Jedyne wyjście, pomyślała Ruby i
nieświadomie przewróciła oczami. Podeszła do drzewa. Dotknęła ręką szorstkiej
kory. Chwyciła najniższą gałązkę, a nogą przywarła do pnia. Podskoczyła i
chwyciła kolejną, tym razem grubszą gałąź, a jej druga noga zrobiła krok w
górę. Powtarzała te czynności kilka razy, aż dotarła na koronę drzewa, stojąc
na silnej gałęzi. W duchu modliła się, żeby to było te właściwe okno.
Ostatnie podciągnięcie i udało jej się
usiąść na górze drzewa. Niepewnie wyjrzała przez okno, wytężając wzrok.
Pomieszczenie było mniej więcej
wielkości pokoju Ruby. Oświetlał je jedynie światło księżyca. Mimo półmroku
jaki tam panował, nastolatka zdołała zauważyć wielkie łóżko na samym środku i
otaczające je z dwóch stron szafki nocne. W rogu stała wysoka szafa, a na
drewnianej podłodze leżał dywan, tak jasny jak ściany pokoju. Ruby pochyliła
się bliżej okna. Nawet jeśli był to pokój Johna, był pusty.
Ale co miałby robić wampir w środku
nocy, jak nie siedzieć w swoim pokoju?
Ruby ogarnęła fala poczucia winy. Była
już pewna tego, co oznaczał sen. Przecież Claus groził jej, że zrobi krzywdę
Johnowi. A ona mogła temu zaradzić. Mogła, ale nie zaradziła.
Czuła jak oczy zaczynają piec. Starała
się pozbierać myśli, przecież to, że go nie ma w pokoju, nie oznacza, że coś mu
się stało. Przecież może jeszcze wrócić.
Siedziała na drzewie długo. Obserwowała
jak blask księżyca powoli zamienia się w promienie słoneczne. Na razie było
widać tylko małe półkole, które z każdą minutą podnosiło się w górę. Ruby
chciała już dawno wrócić do domu. Ale nie mogła. Czuła się jak sparaliżowana.
Nie mogła się podnieść, co dopiero zejść z drzewa i pojechać do domu. Patrzyła
pustym wzrokiem na swoje trampki.
Nie wiedziała, że to możliwe, ale gdy
siedziała na drzewie jej mózg jakby się wyłączył. Przestała myśleć. Miała
pustkę w głowie. Bała się, że gdy zacznie myśleć, jej mózg przechwyci wszystkie
obawy nastolatki.
I nagle do jej uszu dotarło to, co
chciała usłyszeć.
- Ruby? – jedno słowo wypowiedziane
przez kogoś na dole, a Ruby gwałtownie się obróciła, omal nie spadając z
drzewa. Szybko spojrzała na dół. Chociaż nawet nie musiała, dokładnie znała ten
głos. Nigdy nie sądziła, że, gdy usłyszy Johna Temple wymawiającego jej imię,
prawie zemdleje.
- J-o-o-hn – szepnęła. Stał tam. Ubrany
w jeansy i skórzaną kurtkę, z rękami w kieszeniach, mrużył lekko błękitne oczy
spoglądając na Ruby. Dziewczyna uśmiechnęła się. – O Boże, John to ty.
W jednej chwili chłopak zniknął z
trawnika, a w drugiej znalazł się na drzewie, tuż obok Ruby. Dziewczyna
spojrzała na niego. Nie miał żadnych sińców czy zadrapań. To co poczuła w
tamtej chwili, było nie do opisania. Ulga. Chwyciła go za ramiona i przytuliła
tak nagle, że John drgnął, a po chwili położył rękę na jej biodrze i wtulił się
w jej włosy.
- Co się stało, Ruby? – zapytał
spokojnie.
Ruby nie odpowiedziała. Czuła się tak
bezpiecznie. Zamknęła oczy, chcąc by ta chwila trwała jak najdłużej. Po jej
policzku spłynęła samotna, słona łza. Siedzieli wtuleni przez kilka minut, aż
Ruby delikatnie odsunęła się i wytarła kroplę cieczy grzbietem dłoni.
- Chodź – powiedział John stając i
wyciągając rękę. – Przemarzłaś.
Ruby chwyciła dłoń chłopaka i podążyła
za nim. Nie potrafiła nic powiedzieć, ale dopiero teraz zauważyła, ze jej skóra
zrobiła się sinoniebieska, a palce zdrętwiały. Nie pamiętała jak, ale odzyskała
świadomość dopiero wtedy, gdy usiadła na łóżku w pokoju chłopaka. Dopiero teraz
zauważyła, że szafki były zrobione z ciemnego drewna, ozłacanego po bokach, a
ściany nie były białe, tylko jasno zielone.
- Jak cię czujesz? – zapytał, siadając
obok Ruby. Chwycił jej dłonie i powoli rozłączył, wręczając jej kubek z ciepłą
zawartością. Dziewczyna spojrzała niepewnie na kubek, ale po chwili podniosła
go i upiła łyk. Od razu poczuła ciepło rozchodzące się po jej organizmie.
- Dobrze – powiedziała z lekkim
wahaniem. – Dzięki.
Zapadło milczenie. Ruby słyszała swój
własny oddech. Spojrzała na elektryczny zegar na szafce nocnej, który wskazywał
4:56. Zaczęła się zastanawiać, czy źle zinterpretowała swój sen, czy po prostu
był to zwykły koszmar, nie ten proroczy.
W każdym razie, musiała się dowiedzieć,
co Claus zamierza. Postanowiła przerwać głuchą ciszę panującą w pokoju, ale
John chyba chciał zrobić to samo.
- Gdzie byłeś w środku nocy?
- Co robiłaś pod moim domem?
Wypowiedzieli to w tym samym czasie i
sens ich słów zmieszał się ze sobą. Ruby zaśmiała się cicho, a zaraz po niej
zrobił to John.
- Ty pierwsza.
Ruby odstawiła kubek na szafkę, po czym
pożałowała tej decyzji, bo cokolwiek było w środku, ocieplało jej palce.
- Gdzie byłeś?
Chłopak przestał się uśmiechać, tylko uważnie
spojrzał w oczy Ruby.
- Na polowaniu – powiedział tonem nieco
głośniejszym od szeptu.
Ruby poczuła wyraźną ulgę.
- Ruby.. – zaczął, po czym nagle
zamknął usta. Zaczął wpatrywać się w ścianę. Po chwili spojrzał na Ruby,
otworzył usta, po czym znowu ja zamknął i pokręcił głową.
- Tak, John? – powiedziała dziewczyna,
żeby zachęcić go do dokończenia.
- Ja.. – zaczął, po czym znów pokręcił
głową. – Nieważnie.. To co robiłaś na drzewie?
Uśmiechnął się delikatnie. Ruby
zastanawiała się co odpowiedzieć. Bo przecież ,,Mój ojciec wspominał coś, że
cię zabiję, więc poszłam sprawdzić czy jeszcze żyjesz” nie brzmiało najlepiej.
A jeszcze cała historia i spotkaniu Clausa i tajemniczym śnie..
- Możesz mi zaufać, Ruby – powiedział,
delikatnie i niepewnie dotykając końcówkami palców ręki dziewczyny. Ruby
zadrżała.
- Wiem – szepnęła pewnie. – To tylko
trochę skomplikowane.
- Mamy czas – odparł.
Ruby nie opowiedziała o tym nikomu. Ani
Amber, ani Victorii, ani Nickowi. Wiedziała, że może całej tej trójce ufać, ale
jednak nie powiedziała im. Mówiąc Johnowi, iż wie, że może mu zaufać, mówiła
prawdę. Przecież byli ze sobą w jakiś tam sposób połączeni, nawet jeśli to
kwestia losu. Ale ufała mu i czuła się bezpiecznie przy nim.
Opowiedziała mu o wszystkim. Zaczęła od
wieczora, w którym spotkała Clausa. John wściekł się na siebie, że nie
odprowadził Ruby do domu. Dziewczyna tłumaczyła mu, ze to nawet dobrze, bo
przynajmniej wiedzą, kto stoi za zabójstwami. Później opowiedziała mu o Nicku.
John nie bardzo był do niego przekonany, ale ucieszył się (o ile można to tak
nazwać), gdy usłyszał, że Nick nauczy Ruby zaklęć. Ostatnim i chyba
najtrudniejszym do opowiedzenia, był sen. Nastolatka starała się opisywać go
jak najbardziej szczegółowo. Zaskoczyło ją tylko, że John nie zdziwił się, gdy
powiedziała, że oczy w śnie były niemal identyczne jak jego. Niemal, bo może i
kolor i kształt był ten sam, ale to co się w nich malowało nie było ani trochę
podobne to tego, co można by wyczytać z oczy chłopaka.
Ruby powiedziała też o swoich
podejrzeniach. Trochę głupią jej było, gdy wspominała, że jej pierwszym
skojarzeniem było, iż Johnowi mogła się stać jakaś krzywda. Ale chłopak w
skupieniu słuchał uważnie jej wszystkich uwag.
- Jesteś najdzielniejszą osobą, jaką
znam – wyznał, gdy powiedziała mu, dlaczego czekała pod jego domem.
Ruby tylko lekko się uśmiechnęła i kontynuowała
swoją wypowiedź.
- Czy on mną manipulował? - zapytała, kończąc opowieść.
- Tak mi się wydaje. To raczej oczywiste - podrapał się po czole. - Pytanie tylko, po co?
Też chciałabym to wiedzieć, pomyślała Ruby, podpierając twarz o swoje zaciśnięte dłonie. Patrzyła przed siebie zastanawiając się and tym wszystkim. Po co? Ale później główne pytanie zmieniło się na ,,Czy zrobiłam to, czego Claus oczekiwał?". Bała się o chłopaka o nieziemsko błękitnych oczach, chociaż wiedziała, ze jest on o wiele silniejszy niż ona. Ale kilkusetny wampir sam powiedział, ze jest do niego za cenna, by umierać.
- Więc Claus wrócił – z zamyśleń wyrwał ją John,
mówiąc bardziej do siebie niż to dziewczyny.
- Tak – przytaknęła Ruby. – Znasz go?
John odwrócił twarz w stronę Ruby i
cicho się zaśmiał.
- Nie, nie jestem taki stary – machnął
ręką. – Ale sporo o nim słyszałem.
Ruby chciała Johna o coś zapytać, ale
nie miała pojęcia czy to właściwa pora. Przygryzła wargę, żeby nic jej się nie
wymsknęło. Patrzyła na chłopaka i coraz bardziej się zastanawiała nad tą
sprawą.
- Ile masz lat? – nie wytrzymała i powoli
zadała pytanie.
John spojrzał na nią.
- Nie jestem żadnym XVI-wiecznym
wampirem, jeśli to masz na myśli – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Urodziłem się
w XX wieku.
Ruby wypuściła powietrze, zdając sobie
sprawę, ze je wstrzymywała. Cieszyła się, ze chłopak nie uraził się tym
pytaniem. No cóż, nie często ktoś mu je zadawał.
- A dokładniej? Kiedy się urodziłeś? –
zapytała zaciekawiona.
- Siódmego lipca tysiąc dziewięćset
trzynastym roku – odpowiedział z dumą, widocznie rozbawiony.
- Masz równo sto lat?
- Nie całkiem, mamy październik, Mam
sto lat i trzy miesiące.. – przerwał i ukazał śnieżnobiałe kły w uśmiechu.
- Czemu cię to tak bawi? – zapytała
Roby widząc, jak chłopak z trudem opanowuje się od wybuchnięcia śmiechem.
Stłumiał go przygryzając dolną wargę, ale jego oczy nie mogły ukryć
rozbawienia.
- Nie uważasz, że to trochę dziwne? –
odpowiedział jej pytaniem i widząc pytający wzrok, dodał: - Czujesz odrazę do
tego świata, a jednocześnie nie boisz się zostać sam na sam z stuletnim
wampirem.
Ruby zamrugała kilkakrotnie. Czuła się
zbita z tropu. Sama jestem wampirem, pomyślała. Wydarzenia z całego miesiąca
dały jej do zrozumienia, że nie każdy wampir jest zły, jak ta dwójka
zwolenników Clausa i jak sam Claus.
- Ty jesteś inny – powiedziała bez
wahania. – I chyba zdałam sobie sprawę, że źle robiłam, czując nienawiść do
twojego świata.
- Zrozumiałaś to, gdy odkryłaś, że
jesteś w połowie wampirem? – zapytał, patrząc prosto w jej oczy.
- Nie – odpowiedziała zapatrzona w
błękitne diamenty okolone długimi rzęsami. – Zrozumiałam to, gdy poznałam
ciebie.
John spojrzał na nią i przestał się uśmiechać.
Uważnie badał jej wzrok. Rozchylił lekko usta, wydawał się zaskoczony jej
odpowiedzią.
Bariera kilkunastu centymetrów, która
dzieliła ich twarze, została tak nagle przerwana. Ruby zobaczyła, jak John
zamyka oczy i pochyla się do przodu. W jednej sekundzie dziewczyna poczuła jego
ciepłe wargi na swoich. Wślizgnęła swoją rękę pod jego szyję, natomiast jego
ręce chwyciły jej talię i lekko
pociągnęły. Dziewczyna czuła jak sama lekko drży. Usta Johna, ciepłe, a zarazem
wilgotne, były dla Ruby czymś niesamowitym. Czymś z czym nie chciała się
rozstawać. Ich pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Nastolatka
chciała, by ta chwila trwała wiecznie. Nieświadomie uśmiechnęła się, nie
przerywając pocałunku.
- Ruby..
Ruby lekko odchyliła się i spojrzała w
oczy chłopaka. Nigdy nie widziała u nikogo takiego błękitu. Uśmiechnęli się w
tym samym czasie i w tym samym czasie znowu pochylili się, łącząc swoje usta.
Powoli i delikatnie kosztowali warg, by później pogłębić pocałunek. Ruby
zacisnęła palce na karku Johna, a raczej wbiła pazury w jego skórę. Chłopak
cicho jęknął. Ich usta był do siebie stworzone, idealnie odgrywały scenę
pocałunku. Żadne z nich nie chciało tego przerwać.
Ale niestety wszystko co dobre, szybko
się kończy.
Z pocałunku uwolnił ich dźwięk
telefonu, dochodzący z kieszeni nastolatki. Początkowo dziewczyna nie
zamierzała przerywać pocałunku, by odebrać telefon, ale John lekko odchylił
swoją głowę, składając na ustach Ruby ostatni, krótki pocałunek. Chłopak
uśmiechnął się szeroko i widząc oburzoną minę nastolatki, pochylił się i
pocałował ją w czoło.
- Odbierz – polecił, siadając obok i
uważnie wpatrując się w jej twarz.
Ruby ironicznie wykonała oczami
półkole, po czym wyjęła telefon z kieszeni. Zdała sobie sprawę, że była w
pidżamie i jedyne co zasłaniało bladoniebieski materiał, to skórzana kurtka. Telefon
wibrował jej w ręce. Szczerze, miała ochotę cisnąć urządzeniem w ścianę.
- Halo? – powiedziała szorstkim głosem,
nie patrząc na wyświetlacz. Zastanawiała się, kto przerwał jej jedną z
najlepszych chwil życia.
- Ruby? – odezwał się znany jej głos.
- Nick? – zapytała zaskoczona. - Co
ty..
- Ruby, słuchaj mnie. Gdziekolwiek
teraz jesteś przyjeżdżaj szybko do domu! – chłopak mówił spokojnie, ale w jego
głosie słychać było wyraźną nutę strachu i zawachania – Albo nie, Ruby, nie
ruszaj się stamtąd, rozumiesz? Nie możesz być sama. Gdzie jesteś, zaraz po
ciebie przyjadę.
- Nie jestem sama, Nick – szepnęła Ruby
spoglądając na Johna, który w skupieniu nasłuchiwał. – Nie martw się o mnie,
zaraz będę.
- Przyjeżdżaj, jak najszybciej.. Boże..
- Nick, co się dzieję? – zapytała coraz
bardziej przerażona.
- Nie, zostaw to! – odezwał się Nick,
ale jego głos był oddalony od słuchawki telefonu. Mówił to kogoś, kto z nim
był. Przez chwilę było słychać jedynie szum, a po chwili inny głos odezwał się
z słuchawce.
- Ruby? Boże, Ruby, tu jest krew! Pełno
krwi, przyjeżdżaj, błagam, przyjeżdżaj! – Ruby usłyszała przerażony głos swojej
najlepszej przyjaciółki.
- Victoria, co się dzieje? – zapytała
podnosząc się z łóżka.
Ale odpowiedziała jej jedynie głucha cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz