niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział V, cz. 2 ,,Prawda w prawdzie".



Biologia mijała niemiłosiernie długo. Czarnoskóry nauczyciel mówił coś o układzie pokarmowym owadów, ale sens jego słów nie dochodził do Ruby. Dziewczyna cały czas obserwowała siedzącego kilka ławek dalej wampira. Zaraz po tej lekcji, ostatniej już w tym dniu, postanowiła dać mu eliksir prawdy i wyciągnąć z niego wszystko, co możliwe. Miała na to całe pół godziny. Powtarzała również w myślach stare zaklęcie zapomnienia, żeby chłopak nie pamiętał o zdarzeniu, które miało nastąpić.  Długopis, którym miała przepisać jakąś notatkę nie chciał utrzymać się w drżącej ręce. Lekko przycisnęła nim do papieru, ale tworzące się pismo, było tak krzywe, że nie zdołałaby go później odczytać.
            - Wszystko w porządku? – zapytał nauczyciel kierując swoje czarne oczy na drżącą rękę dziewczyny.
            Ruby poczuła na sobie wzrok Johna. Bała się, że zauważy, iż coś knuje, a wtedy mogłoby się to źle skończyć. Przełknęła  ślinę, wzięła spory kawał powietrza i odstawiła długopis na ławkę.
            - Tak – odpowiedziała z kwaśnym uśmiechem. – Lekki skurcz dłoni.
            Nauczyciel tylko kiwnął głową odwracając głowę w kierunku tablicy i cienkim kijem wskazując na namalowaną wątrobę.
            Czarownica próbowała skupić się na słowach pedagoga. Myśli o eliksirze zamieniła na myśli o dobrych ocenach, na których jej tak naprawdę nie zależało. Ale musiała się czymś zająć, bo inaczej zamieniłaby się w kłębek nerwów.
            Coś nie tak, kochanie?   usłyszała odbijający się w jej głowie głos.
            Spojrzała na właściciela słów. John siedział z odwróconą w jej stronę twarzą. Gdy tylko zobaczył, że na niego spojrzała, uśmiechnął się delikatnie, w zamian za co ona postanowiła posłać mu pełen obrzydzenia wzrok. Szybko jednak się opamiętała, bo przecież musi jakoś przekonać go, żeby został z nią w klasie, gdzie poda mu eliksir.  Z trudem odwzajemniła uśmiech.
            Po lekcji w tej klasie – rzuciła, starając się, by jej głos brzmiał obojętnie.
            John rozszerzył usta w jeszcze większym uśmiechu i odwrócił głowę w stronę tablicy.
            I właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek.


            Nauczyciel, chcąc uniknąć  zderzenia z uczniami szybko wyszedł z klasy. Za nim plotkujące dziewczyny i  gawędzący chłopcy. Klasa opustoszała szybko, nic dziwnego – wszyscy chcieli jak najszybciej opuścić budynek. Zostały tylko dwie osoby.
            - Więc, – zaczął John, przerywając cisze. – coś się stało?
            Chowając do torby ostatnią książkę zaczął iść w kierunku Ruby.
            Dziewczyna dziwnie czuła się, gdy została sam na sam z wampirem. Strach zmieszany z ciekawością, przypominając sobie powiedzenie: ciekawość jest silniejsza niż strach, nie cofnęła się, a raczej nieco przybliżyła do chłopaka.
            - Myślałam, że możemy pogadać – odpowiedziała obojętnie siadając na ławkę.
            - Myślałem, że nie zadajesz się z wampirami – powiedział tym samym tonem, przez co dziewczyna zauważyła, że się z nią droczy.
            - Może nie z wszystkimi?
            Chłopak parsknął. Przysunął twarz do twarzy Ruby, tak, że dzieliło ich od siebie zaledwie kilka centymetrów. Serce czarownicy przyspieszyło. John wyciągnął rękę i odsunął za ucho jej niesforne włosy z czoła, po czym jego usta powędrowały w tym samym kierunku. Poczuła jego oddech na swoim uchu.
            - Wiem, że czegoś ode mnie chcesz, Ruby Mallory – szepnął. – Ale ja nic nie wiem, więc możesz sobie odpuścić.
            Poczuła jak twarz Johna oddala się od niej, a już po chwili zobaczyła stojącego go przed drzwiami.
            - Zaczekaj – powiedziała. Wiedziała, że musi go jakoś zatrzymać. Ze to jedyna okazja, żeby dać mu eliksir i wyciągnąć z niego prawdę.
            Zsunęła się z ławki i podbiegła do Johna. Jej serce już nie stukało, ale biło jak oszalałe. Nie bardzo wiedziała co robi. Ta walka: serce przeciw mózgowi i szybka decyzja, któremu z tych dwóch narządów zaufać. Niepewnie wtuliła palce w jego włosy przyciągając chłopaka do siebie. Czuła jego szybki oddech. Czuła jego dłonie na swoim biodrze. Czuła zapach jego perfum. Wiedziała, co teraz ma się wydarzyć. Sama nie wiedziała czy tego chce czy nie, ale i tak było za późno na zmianę decyzji.
            Wpięła swoje usta w jego.
            Na początku całowali się delikatnie. Lekko muskali swoje usta. Jego ręce przyciągnęły ją mocniej do siebie, tak, że czuła jego ciepło, bezpieczeństwo. Z czasem ich wargi zaczęły współpracować.  Całowali się coraz namiętniej. Ruby delikatnie przejechała swoim językiem po jego wardze. Byli połączeni. Na krótko, gdyż czarownica nagle się odsunęła.  Nie dała po sobie poznać, że zrobiła to, by go zatrzymać. Szybko przytuliła się w jego tors.  Nie musiała go widzieć, żeby wiedzieć, że się uśmiecha. Ona również lekko podniosła kąciki warg.
            - Nadal uważasz, że czegoś od ciebie chce? – szepnęła.
            - Może chcesz mnie wykorzystać  - odpowiedział, na co oboje się zaśmiali.
            Ruby delikatnie odsunęła się od niego. Zastanawiała się, co ma powiedzieć, żeby wypił przygotowany wcześniej eliksir, który wyglądał jak zwykły napój. Jej plan miał wyglądać trochę inaczej. Ale nie żałowała. Nie chciała, żeby to się jeszcze powtórzyło, ale nie żałowała. Podobało jej się, choć wiedziała, że nie może tak być. Czarownica nie może być z wampirem.
            - Gorąco się zrobiło – powiedział John  z pełnym uśmiechem, siadając na ławkę i gestem zapraszając, żeby usiadła obok.
            I nagle do jej głowy przyszedł genialny pomysł.
            - Nie mam krwi, ale wampiry chyba też coś piją, prawda? – zapytała, siadając obok.
            - Czasem tak dla ochłodzenia – zaśmiał się.
            Z torby wyciągnęła zwykła butelkę z cieczą. Butelkę z eliksirem prawdy.
            - Trzymaj – powiedziała podając mu napój. - Do dna.
            John spojrzał na nią zdziwiony, ale bez zawahania wypił prawie całą zawartość.
            - Właściwie, to co to… - przerwał. Jego źrenice się powiększyły, a usta otworzyły. Nawet on wydawał się być teraz taki bezbronny. Patrzył przed siebie niewidzialnym wzrokiem.
            Ruby stanęła naprzeciwko niego.
            - Jak się nazywasz? – zapytała, by sprawdzić czy nie wypił za dużo eliksiru, bo wtedy skończyło by się to półgodzinną utratą pamięci.
            - John Edward Temple – odpowiedział swoim głosem, ale mówił zdecydowanie wolniej.
            - Świetnie – klasnęła w dłonie czarownica. – Zadam ci parę pytań, na które odpowiesz mi, rozumiesz?
            - Tak.
            - No więc opowiedz mi, dlaczego przeprowadziłeś się z…  - czarownica zastanowiła się. – Właśnie, gdzie ty poprzednio mieszkałeś?
            -Los Angeles.
            Ruby zdała sobie sprawę z własnej głupoty. Przecież to oczywiste, że mieszkał w LA, przecież rodzina królewska musi zamieszkiwać stolice swoich światów, a wszystkie światy miały tą samą stolice.
            - No dobrze. W takim razie dlaczego zmieniłeś szkołę? – zapytała podejrzliwie.
            - Ludzie zaczęliby podejrzewać, dlaczego się nie starzeję. Co kilka lat przeprowadzam się do różnych szkół w Los Angeles.
            Dziewczyna po raz kolejny chciała puknąć się w głowę. Zadawała oczywiste pytania. Ona, jako czarownica starzała się. Może dożywała starszego wieku niż śmiertelnicy, ale z roku na rok zmieniała się fizycznie. Wampiry przecież tak nie mają.
            - Masz coś wspólnego ze zabójstwami tych czarownic i czarowników?
            Tego pytania bała się najbardziej.  Jeszcze rano chciała, żeby przyznał się do morderstw, ale po tym zdarzeniu, które miało miejsce kilka minut temu?  Jej ręce zaczynały się pocić, serce walić, a oddech przyśpieszać.
            - Nie, nie mam nic wspólnego z tymi zabójstwami.
            Ruby wypuściła powietrze, zdając sobie sprawę, że przez chwile wstrzymywała je. Kąciki jej ust powędrowały do góry. To nie jego sprawka. Źle go osadziła. Może nie wszystkie wampiry są jak ta dwójka, która dokonała morderstwa księżniczki czarownic i jej męża? Z kolei sama nie wiedziała czy czuć ulgę czy wręcz przeciwnie. Gdyby okazało się, ze on jest zabójcą, mordercą niewinnych czarownic i czarodziejów, zaprzestałaby dalszym mordą. Ale z drugiej strony od początku czuła, ze to nie on, choć niedopuszczana tej wizji do swojego mózgu. Musiała się przed sobą przyznać – popełniła błąd.
            - Wiesz coś na ten temat?
            Liczyła na to, ze zna zabójcę lub może widział kogoś zachowującego się podejrzanie. Ale niestety jego odpowiedź była inna. 

            - Nie – wyszeptał.
            Czarownica była na siebie zła, że tak niesłusznie go oskarżała. Czuła do niego nienawiść nie znając go. Była głupia, jak mogła go tak niesłusznie osądzić?
            - W sumie  to wszystko o czym chciałam wiedzieć.
            Mimo, ze zostało jej kilkanaście minut postanowiła już wymazać pamięć chłopakowi i pójść do domu. Zastanawiała się jednak, czy zostawić mu obraz ich pocałunku czy go również wymazać.
            Podczas tych zastanowień do jej głowy trafiło jeszcze jedno pytanie.
            - Używasz hipnozy?
            Przypomniała sobie niewidzialną nic przyciągającą ich do siebie.
            - Raz próbowałem. – odpowiedział.
            A więc wszystko jasne… Użył hipnozy, ponieważ… Właśnie, dlaczego on jej użył?
            - Po co to zrobiłeś?
            Znów te sekundy ciągły się jakby były minutami.
            - Chciałem zahipnozować nauczycielowi, zależało mi na lepszej ocenie.
            Ruby kilkakrotnie zamrugała.
            - Co zrobiłeś? – zapytała, myśląc, ze się pewnie przesłyszała.
            - Chciałem, żeby wpisał mi A z kartkówki. Ale nie udało się.
            Dziewczyna zmarszczyła brwi.
            - Nie zahipnotyzowałeś Ruby Mallory?
            - Nie.
            Czarownica nic z tego nie rozumiała. Przecież było to jedyne sensowne wyjście z tej sytuacji.
            - To dlaczego ona czuje, jakby coś was łączyło?
            Spodziewała się, ze z jego ust wyjdzie ,,nie wiem”. Ale zamiast tego powiedział cos innego. Coś, czego nie mogła zrozumieć.
            - Jesteśmy sobie przeznaczeni.
            Wpatrywała się w jego oczy w milczeniu. Nie obchodziło ją, że on patrzył pustym wzrokiem  w ogóle  innym kierunku.  To było tak, jakby spodziewała się w tych błękitnych tęczówkach wyczytać odpowiedź. Jakby było to prostsze od zwykłego pytania. Nieświadomie przeczyła głową i miała wrażenie, że zaraz wybuchnie sarkastycznym śmiechem, jakby ktoś opowiedział jej nie śmieszy żart.
            - Nie. – odpowiedziała, jakby chciała wybić taką odpowiedź z jego głowy. -  Powiedz, dlaczego gdy patrzy ci w oczy coś ją do ciebie przyciąga?
            - Przeznaczenie – powtórzył.
            Ruby uśmiechnęła się nerwowo.
            - Wytłumacz mi – szepnęła.
            Wzięła do płuc spory kawałek powietrza. Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Pierwszy raz była w takiej sytuacji – sytuacji, w której nie widziała żadnego konkretnego wyjaśnienia.
            - Druga połówka, bratnia dusza, bliźniaczy płomień – powiedział. – Każdy nazywa to inaczej. Dla mnie to po prostu przeznaczenie.
            Język ścisnął gardło Ruby, tak, ze nie mogła nic powiedzieć. Słyszała o tym. Babka jej opowiadała o jej rodzicach, dwóch połówkach, dzięki którym teraz tu jest. Ale przecież nie możliwe, ze ona i John nimi są. Po prostu tak się nie da..
            - Wiesz, że wampir i czarownica nie mogą być sobie przeznaczeni? – wysyczała, jakby to co usłyszała było największym przekleństwem.
            - Wiem.
            Wiedziała, że jej oczy zmieniają barwę na srebro. Jej twarzy przybrała koloru dojrzałych pomidorów, a serce skakało, jakby zaraz miało wylecieć. Dobrze pamiętała, że każdy ma na świecie swój bliźniaczy płomień. Swoją pokrewna duszę czy drugą połówkę. Ale dobrze wiedziała również, ze musza być to przedstawiciele tej samej rasy. Człowiek z człowiekiem. Wampir z wampirem. Czarownica z czarownikiem. Wilkołak z wilkołakiem. Wiele nie odnajduje przeznaczonej sobie połówki. Wiąże się z istotą nie swojej rasy. Takie przypadki się zdarzały, ale to co wygadywał John było po prostu nie możliwe. Wampir z czarownicą nigdy nie będą mogli być sobie przeznaczonymi.
            - Kłamiesz – syknęła. – Jesteś wampirem, Ruby jest czarownicą. Jak to wytłumaczysz?
            Po raz pierwszy chłopak wykonał jakiś ruch. Mianowicie podniósł pusty wzrok na oczy Ruby. Liczyła na to, że to wszystko to jakiś żart, ze pomyliła eliksir z zwykłym napojem, a teraz John się z niej nabija, żeby się zemścić. A kiedy otworzył usta wiedziała już co usłyszy. Jedyne, choć nie możliwe racjonalne wytłumaczenie.
            - Ruby Mallory nie jest w całości czarownicą.
            Te słowa odbiły się w niej jak echo. Słyszała je kilkakrotnie w swojej głowie, choć sens słów nie dochodził do niej. Wiedziała co powiedział. Wiedziała, że jej babka coś przed nią ukrywała, ale nie była świadoma, że prawda jest tak bolesna.
            Z zielonego już oka wypłynęła pojedyncza łza. Wiedząc, ze musi cos wyjaśnić wybiegła oszołomiona z klasy, choć nogi miała jak z waty. Dowiedziała się więcej niż chciała.
            Ale w całym tym zamieszaniu zapomniała o jednej, chyba najważniejszej rzeczy. Zapomniała o wyczyszczeniu Johnowi pamięci.





------------------------------------
Hej, dla wszystkich, którzy czytają, mozecie dawać swoje opinie w postaci komentarza? Chciałabym wiedzieć co o tym opowiadaniu myślicie, co mogłabym zmienić, czy wam się podoba. A do tego dodałoby mi to duzo motywacji, z którą ostatnio ciężko. nawet nie wiecie jak się ciesze na kazdy komentarz! ;)
Z góry dziękuje i przepraszam za spam. 

4 komentarze:

  1. Wow ale się dzieje! Kocham twoje opowiadanie < 333. Mam nadzieję, że Ruby z nim będzie. Oni do siebie pasują!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz ogromny talent do pisania. Mam nadzieję ze umilisz nam czas przed szkola i dodasz kolejny rozdział :) I bardzo podoba mi się watek romantyczny trgo opowiadania. Mam nadzieję ze oni będą razem bo sa dla siebie stworzeni. Życzę weny do pisania

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Bardzo fajny rozdzial, tylko wkradl sie tam błąd (chyba, ze to specjalnie) i pewien kawalek sie powtarza c:. Moze nawet nie zauwazylas, wiec mawie.
    Duzo weny zycze i czekam na nastepny. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję i przepraszam za błąd. Już go naprawiłam :D

      Usuń