piątek, 12 lipca 2013

Rozdział IV ,,Telepatia".



            Ruby nie planowała tego spotkania.

            Za radą babki udała się do biblioteki, spróbować znaleźć jakieś informacje o podobnych zdarzeniach. Od pierwszego ataku,  a raczej pierwszych ataków, minął tydzień.  Przez ten czas zginęła jeszcze jedna osoba. Stara czarownica zamieszkująca wyspy karaibskie. Jej ciało, podobnie jak jej poprzedników, znaleziono w lesie doszczętnie rozszarpane. Rada nie mogła nic zrobić. Jedynie czerwony alarm, którego nie użyto od wieków. Nie mogło przecież być przypadkiem, że w ciągu tygodnia zostały zamordowane trzy osoby ze świata czarownic.

Odkąd Ruby dowiedziała się, że nowy wampir okazał się być księciem, ograniczyła swoje podejrzenia wobec niego. Sama była księżniczką i bardzo dobrze wiedziała, że istota, w której żyłach płynie królewska krew, niezależnie z jakiego świata pochodzi, nie może być mordercą. Krótko mówiąc – gdyby zabił kogokolwiek naruszył by najważniejszą regułę królewskich zasad i tym samym zostałby oddalony z pełnienia funkcji księcia czy króla. Każda królewska istota, która dokonała się zbrodni polegającej na umyślnym zabiciu człowieka śmiertelnego lub istoty nieśmiertelnej zostanie automatycznie wycofana z prawowitego zasiadaniu na tronie.

John  Temple. Wampir królewskiego rodu. Książę wampirów. Czy ktoś, w kim płynie czysta, królewska krew mógł zostać zabójcą niewinnych istot?

Ruby dostrzegła jego jasne włosy wyróżniające się w tak zimnym, szarym budynku, w którym mieściła się biblioteka. Wampir pochylał głowę widocznie zafascynowanym literaturą. W niepokojącym tempie przewracał pożółkłe kartki jakieś grubej, starej księgi. Podejrzane… Musiała się dowiedzieć co czytał. Podeszła do półki obok. Stanęła na palcach próbując podpatrzeć przynajmniej tytuł księgi. Na nic. Czupryna chłopaka doszczętnie zasłaniała małe literki.

Więc plan. B.

Nastolatka wyjęła z półki jakąś przygodową książkę. Niepewnie podeszła do stolika wampira. Jakie szczęście,  że oprócz bibliotekarza i ich nie było nikogo.

- Eee.. Można? – zapytała wskazując na miejsce obok.

Wampir podniósł głowę znad księgi. Jego błękitne oczy wyszukały oczu Ruby. I znów ogarnęła ja te uczucie. Podmuch wiatru, a przez ułamek sekundy zdawało się, jakby cały świat miał się rozpłynąć, pozostawiając tylko tych dwoje. Otoczyło ją ciepło, tak przyjemne, że nie chciała, by ta chwila kiedykolwiek się skończyła. Ale jako potomkini Christal Mallory nie mogła na to pozwolić. Nie mogła też odwrócić wzroku. Było to za trudne, pozbywać się tego ciepła, bezpieczeństwa. Po prostu zamknęła oczy pod pretekstem ,,wpadło mi coś do oka”.

- Jasne, siadaj.

Ruby zajęła miejsce obok. Jeszcze tydzień temu nie uwierzyła by, że z własnej woli odezwała się, a nawet usiadła koło jednego z tych krwiopic. Zabójców. Mimo, że chłopak był z królewskiego rodu. Nie mógł zabić nikogo. Nawet człowieka. Ale nie zmienia to faktu, ze wypijał krew tych niewinnych ludzi.

Blondyn wrócił do czytania. Czarownica też otworzyła swoja książkę, która nie okazała się być książka przygodową, jak na początku myślała, ale książką kucharską. Zauważyła, jak wampir katem oka spogląda na jej literaturę.

- Myślałem, że czarownice są mistrzyniami w przygotowaniu ludzkiego jedzenia – zaśmiał się.

- Owszem – oburzyła się nastolatka. – Ale każdy powinien pogłębiać swoją wiedze.

Chłopak przyznał jej rację.

- Ostatnio uciekłaś tak szybko.. Nie przedstawiłem się..

- Nie szkodzi  - przerwała. – Wiem kim jesteś.

Wróciła do czytania jakiegoś przepisu na czekoladowy tort. A raczej udawania, że czyta, ponieważ sens zapisanych słów nie trafiał do niej.

Skoro tak nienawidzisz wampirów, dlaczego siedzisz tu, obok mnie?  -  Usłyszała głos. Jego głos. Chociaż on nadal zatopiony był w lekturę, a jego usta w nawet najmniejszy sposób nie poruszyły się. Ten głos był w jej głowię.

Telepatia.

No tak.  Jak mogła zapomnieć? Przecież był księciem. Pochodził z królewskiego rodu, więc miał jakąś moc, której nikt inny nie posiada. Tak jak Ruby ma prorocze sny, Amber potrafi czytać w myślach.. tak on potrafi rozmawiać z kimś nie używając słów.

Co czytasz?  - odpowiedziała mu pytaniem.

Telepatia to komunikacja z umysłu do umysłu. Tak więc, kiedy John przesłał jej swoje myśli, a raczej pytania zostali na chwilę ,,połączeni”, tak, że Ruby mogła odpowiedzieć mu również w myślach.

Chłopak prychnął. Zamiast odpowiedzi zamknął starą księgę podsuwając ją siedemnastolatce.




Constellation






- Konstelacje? Gwiazdozbiór? – powiedziała na głos Ruby. – Serio?

John zabrał księgę. Przewartował kartki, aż znalazł szukaną stronę. Pożółkłe kartki zasłoniła niebieska plama z konstelacją gwiazd.

- Niebo to wielka tajemnica. Spójrz tu – wskazał na niebieską plamę, przedstawiającą niebo  z kilkoma białymi punktami służącymi za gwiazdy. – To konstelacja lwa.

Nastolatka przyjrzała się. Duża plama z kilkoma małymi. Co w tym nadzwyczajnego?

- Spróbuj połączyć gwiazdy.

Ruby skupiła się na białych plamkach próbując je ze sobą złączyć.

- I to ma być lew? – prychnęła, gdy wyobraźnia połączyła plamki.

John zaśmiał się. Naprawdę uroczy śmiech.. Spojrzeli sobie prosto w oczy. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. 

Oboje poczuli nić, jaka jest między nimi. Oboje zapomnieli, że są z innych światów.  Oboje wiedzieli, że się różnią od siebie. Są inni. Ale to przyciągało ich jeszcze bardziej. Oboje mieli pewność, że są dopełnieniem drugiego. Oboje byli sobie przeznaczeni.

Dla Ruby błękitne jak niebo o poranku oczy Johna, były jedynym kolorowym punktem w całej rzeczywistości. Dla Johna zielone jak wiosenna trawa oczy Ruby, były bezcennymi diamentami w otaczającej go codzienności.

I dopiero teraz oboje sobie to uświadomili. Siedząc koło siebie i gapiąc się wzajemnie w swoje oczy. Nie obchodził ich świat zewnętrzny. Ruby, która od dzieciństwa nienawidziła wampirów, zdała sobie sprawę, że jest zauroczona w jednym z nich.

John zaczął powoli przysuwać się w stronę czarownicy. Wiedziała co teraz nastąpi i, co najdziwniejsze, chciała tego. Jego usta były coraz bliżej jej ust. Zamknęła oczy…

… Ale w tym  momencie, a więc momencie utraty kontaktu wzrokowego, cały czar prysł. Zaczęła myśleć trzeźwo. On był wampirem. Krwiopijcą. Nieważne, czy wydawał się inny. Bratnią duszą. Pocałunek z nim oznaczałby zdradę świata czarownic.

Odsunęła się tak, że John pocałował powietrze. Otworzył ze zdziwienia oczy.

- Wampir.. – wypowiedziała to słowo z największym obrzydzeniem, jakby było ono najgorszą rzeczą na świecie. Obrzuciła go lodowatym spojrzeniem i wybiegła z biblioteki.






*





- Jestem przekonana, że to on za tym wszystkim stoi – powiedziała Ruby. – Morderca..

Opowiedziała Viktorii o swoich wszystkich podejrzeniach, o morderstwach, o bezradności rady, o dziwnym wydarzeniu w bibliotece i o swoim krytycznym zachowaniu. 

Ale Viktoria nie była skłonna do rozmowy. Od początku siedziała na skaju łóżka w pokoju Ruby pogrążona myślami, wpatrująca się pustym wzrokiem w podłogę. Tylko raz skinęła głową.

- Viktoria?

- Hm?  - nie odrywała wzroku od podłogi.

Ryby westchnęła. Odczuła wrażenie, że przyjaciółka w ogóle jej nie słucha.

- Coś się stało? - zagadnęła. – Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.

- Nie, nie. Wszystko w porządku. Tylko ten bal, trochę się stresuję.

Zapadła chwilowa cisza, którą znowu przerwał cichy głos Viktorii.

- Mówiłaś, że ma zdolności telepatii, tak? – pierwszy raz tego wieczora powiedziała coś o sprawie.

- Tak mówiłam.

- A gdy odwróciłaś wzrok ta nic między wami po prostu zniknęła, tak?

- Dokładnie tak – przytaknęła.

Kąciki ust wilkołaka powędrowały do góry, a jej fiołkowe oczy spojrzały prosto w oczy Ruby.

- Czy to nie oczywiste? – zapytała.

Ruby wysłała jej pytające spojrzenie.

- Kontakt wzrokowy, zabójstwa.. Myślisz, że tak łatwo zabić czarownice?

- Dalej nie rozumiem.. – szepnęła Ruby.

- Hipnoza! – zawołała przyjaciółka odgarniając platynowe włosy, - Hipnotyzował swoje ofiary, żeby nie użyły na niego jakieś mocy i..

- I zahipnotyzował mnie – dokończyła czarownica.

Viktoria skinęła głową, a w tym samym czasie Ruby zaprzeczyła nią.

- To niemożliwe – szepnęła. – Nic nie pamiętam.

- A myślisz, że jeśli ktoś cię zahipnotyzuje to pamiętasz coś z tego?

Czarownica nie była przekonana. Przecież dokładnie pamiętała cały poranek. Nigdzie nie było ,,urwanego filmu” czy coś w tym rodzaju.

- Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – spojrzała na regał z grubymi księgami.


---

2 komentarze:

  1. Ze co jest tym sposobem? XD Opowiadanie sie rozkręca, ja i moja przyjaciółka z niecerpliwoscią. czekamy na CD :))

    OdpowiedzUsuń