Ruby nie planowała tego spotkania.
Za radą babki udała się do
biblioteki, spróbować znaleźć jakieś informacje o podobnych zdarzeniach. Od
pierwszego ataku, a raczej pierwszych
ataków, minął tydzień. Przez ten czas
zginęła jeszcze jedna osoba. Stara czarownica zamieszkująca wyspy karaibskie.
Jej ciało, podobnie jak jej poprzedników, znaleziono w lesie doszczętnie
rozszarpane. Rada nie mogła nic zrobić. Jedynie czerwony alarm, którego nie
użyto od wieków. Nie mogło przecież być przypadkiem, że w ciągu tygodnia
zostały zamordowane trzy osoby ze świata czarownic.
Odkąd Ruby dowiedziała się, że nowy wampir okazał się być
księciem, ograniczyła swoje podejrzenia wobec niego. Sama była księżniczką i
bardzo dobrze wiedziała, że istota, w której żyłach płynie królewska krew,
niezależnie z jakiego świata pochodzi, nie może być mordercą. Krótko mówiąc –
gdyby zabił kogokolwiek naruszył by najważniejszą regułę królewskich zasad i
tym samym zostałby oddalony z pełnienia funkcji księcia czy króla. Każda królewska istota, która dokonała się
zbrodni polegającej na umyślnym zabiciu człowieka śmiertelnego lub istoty
nieśmiertelnej zostanie automatycznie wycofana z prawowitego zasiadaniu na
tronie.
John Temple. Wampir
królewskiego rodu. Książę wampirów. Czy ktoś, w kim płynie czysta, królewska
krew mógł zostać zabójcą niewinnych istot?
Ruby dostrzegła jego jasne włosy wyróżniające się w tak
zimnym, szarym budynku, w którym mieściła się biblioteka. Wampir pochylał głowę
widocznie zafascynowanym literaturą. W niepokojącym tempie przewracał pożółkłe
kartki jakieś grubej, starej księgi. Podejrzane…
Musiała się dowiedzieć co czytał. Podeszła do półki obok. Stanęła na palcach
próbując podpatrzeć przynajmniej tytuł księgi. Na nic. Czupryna chłopaka
doszczętnie zasłaniała małe literki.
Więc plan. B.
Nastolatka wyjęła z półki jakąś przygodową książkę. Niepewnie
podeszła do stolika wampira. Jakie szczęście,
że oprócz bibliotekarza i ich nie było nikogo.
- Eee.. Można? – zapytała wskazując na miejsce obok.
Wampir podniósł głowę znad księgi. Jego błękitne oczy
wyszukały oczu Ruby. I znów ogarnęła ja te uczucie. Podmuch wiatru, a przez
ułamek sekundy zdawało się, jakby cały świat miał się rozpłynąć, pozostawiając
tylko tych dwoje. Otoczyło ją ciepło, tak przyjemne, że nie chciała, by ta
chwila kiedykolwiek się skończyła. Ale jako potomkini Christal Mallory nie
mogła na to pozwolić. Nie mogła też odwrócić wzroku. Było to za trudne,
pozbywać się tego ciepła, bezpieczeństwa. Po prostu zamknęła oczy pod
pretekstem ,,wpadło mi coś do oka”.
- Jasne, siadaj.
Ruby zajęła miejsce obok. Jeszcze tydzień temu nie uwierzyła
by, że z własnej woli odezwała się, a nawet usiadła koło jednego z tych
krwiopic. Zabójców. Mimo, że chłopak był z królewskiego rodu. Nie mógł zabić
nikogo. Nawet człowieka. Ale nie zmienia to faktu, ze wypijał krew tych
niewinnych ludzi.
Blondyn wrócił do czytania. Czarownica też otworzyła swoja
książkę, która nie okazała się być książka przygodową, jak na początku myślała,
ale książką kucharską. Zauważyła, jak wampir katem oka spogląda na jej
literaturę.
- Myślałem, że czarownice są mistrzyniami w przygotowaniu
ludzkiego jedzenia – zaśmiał się.
- Owszem – oburzyła się nastolatka. – Ale każdy powinien
pogłębiać swoją wiedze.
Chłopak przyznał jej rację.
- Ostatnio uciekłaś tak szybko.. Nie przedstawiłem się..
- Nie szkodzi -
przerwała. – Wiem kim jesteś.
Wróciła do czytania jakiegoś przepisu na czekoladowy tort. A
raczej udawania, że czyta, ponieważ sens zapisanych słów nie trafiał do niej.
Skoro tak nienawidzisz
wampirów, dlaczego siedzisz tu, obok mnie?
- Usłyszała głos. Jego głos. Chociaż on nadal zatopiony był w lekturę, a jego usta w
nawet najmniejszy sposób nie poruszyły się. Ten głos był w jej głowię.
Telepatia.
No tak. Jak mogła
zapomnieć? Przecież był księciem. Pochodził z królewskiego rodu, więc miał
jakąś moc, której nikt inny nie posiada. Tak jak Ruby ma prorocze sny, Amber
potrafi czytać w myślach.. tak on potrafi rozmawiać z kimś nie używając słów.
Co czytasz? - odpowiedziała mu pytaniem.
Telepatia to komunikacja z umysłu do umysłu. Tak więc, kiedy
John przesłał jej swoje myśli, a raczej pytania zostali na chwilę ,,połączeni”,
tak, że Ruby mogła odpowiedzieć mu również w myślach.
Chłopak prychnął. Zamiast odpowiedzi zamknął starą księgę
podsuwając ją siedemnastolatce.
Constellation
- Konstelacje? Gwiazdozbiór? –
powiedziała na głos Ruby. – Serio?
John zabrał księgę. Przewartował
kartki, aż znalazł szukaną stronę. Pożółkłe kartki zasłoniła niebieska plama z
konstelacją gwiazd.
- Niebo to wielka tajemnica. Spójrz
tu – wskazał na niebieską plamę, przedstawiającą niebo z kilkoma białymi punktami służącymi za
gwiazdy. – To konstelacja lwa.
Nastolatka przyjrzała się. Duża plama
z kilkoma małymi. Co w tym nadzwyczajnego?
- Spróbuj połączyć gwiazdy.
Ruby skupiła się na białych plamkach
próbując je ze sobą złączyć.
- I to ma być lew? – prychnęła, gdy
wyobraźnia połączyła plamki.
John zaśmiał się. Naprawdę uroczy śmiech.. Spojrzeli sobie
prosto w oczy. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Oboje poczuli nić, jaka jest między
nimi. Oboje zapomnieli, że są z innych światów.
Oboje wiedzieli, że się różnią od siebie. Są inni. Ale to przyciągało
ich jeszcze bardziej. Oboje mieli pewność, że są dopełnieniem drugiego. Oboje
byli sobie przeznaczeni.
Dla Ruby błękitne jak niebo o poranku
oczy Johna, były jedynym kolorowym punktem w całej rzeczywistości. Dla Johna
zielone jak wiosenna trawa oczy Ruby, były bezcennymi diamentami w otaczającej
go codzienności.
I dopiero teraz oboje sobie to
uświadomili. Siedząc koło siebie i gapiąc się wzajemnie w swoje oczy. Nie
obchodził ich świat zewnętrzny. Ruby, która od dzieciństwa nienawidziła
wampirów, zdała sobie sprawę, że jest zauroczona w jednym z nich.
John zaczął powoli przysuwać się w
stronę czarownicy. Wiedziała co teraz nastąpi i, co najdziwniejsze, chciała
tego. Jego usta były coraz bliżej jej ust. Zamknęła oczy…
… Ale w tym momencie, a więc momencie utraty kontaktu wzrokowego,
cały czar prysł. Zaczęła myśleć trzeźwo. On był wampirem. Krwiopijcą. Nieważne,
czy wydawał się inny. Bratnią duszą. Pocałunek z nim oznaczałby zdradę świata
czarownic.
Odsunęła się tak, że John pocałował
powietrze. Otworzył ze zdziwienia oczy.
- Wampir.. – wypowiedziała to słowo z
największym obrzydzeniem, jakby było ono najgorszą rzeczą na świecie. Obrzuciła
go lodowatym spojrzeniem i wybiegła z biblioteki.
*
- Jestem przekonana, że to on za tym
wszystkim stoi – powiedziała Ruby. – Morderca..
Opowiedziała Viktorii o swoich
wszystkich podejrzeniach, o morderstwach, o bezradności rady, o dziwnym
wydarzeniu w bibliotece i o swoim krytycznym zachowaniu.
Ale Viktoria nie była skłonna do
rozmowy. Od początku siedziała na skaju łóżka w pokoju Ruby pogrążona myślami,
wpatrująca się pustym wzrokiem w podłogę. Tylko raz skinęła głową.
- Viktoria?
- Hm?
- nie odrywała wzroku od podłogi.
Ryby westchnęła. Odczuła wrażenie, że
przyjaciółka w ogóle jej nie słucha.
- Coś się stało? - zagadnęła. –
Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Tylko
ten bal, trochę się stresuję.
Zapadła chwilowa cisza, którą znowu
przerwał cichy głos Viktorii.
- Mówiłaś, że ma zdolności telepatii,
tak? – pierwszy raz tego wieczora powiedziała coś o sprawie.
- Tak mówiłam.
- A gdy odwróciłaś wzrok ta nic
między wami po prostu zniknęła, tak?
- Dokładnie tak – przytaknęła.
Kąciki ust wilkołaka powędrowały do
góry, a jej fiołkowe oczy spojrzały prosto w oczy Ruby.
- Czy to nie oczywiste? – zapytała.
Ruby wysłała jej pytające spojrzenie.
- Kontakt wzrokowy, zabójstwa..
Myślisz, że tak łatwo zabić czarownice?
- Dalej nie rozumiem.. – szepnęła
Ruby.
- Hipnoza! – zawołała przyjaciółka
odgarniając platynowe włosy, - Hipnotyzował swoje ofiary, żeby nie użyły na
niego jakieś mocy i..
- I zahipnotyzował mnie – dokończyła
czarownica.
Viktoria skinęła głową, a w tym samym
czasie Ruby zaprzeczyła nią.
- To niemożliwe – szepnęła. – Nic nie
pamiętam.
- A myślisz, że jeśli ktoś cię
zahipnotyzuje to pamiętasz coś z tego?
Czarownica nie była przekonana.
Przecież dokładnie pamiętała cały poranek. Nigdzie nie było ,,urwanego filmu”
czy coś w tym rodzaju.
- Jest tylko jeden sposób, żeby się
przekonać – spojrzała na regał z grubymi księgami.
---
---
Ze co jest tym sposobem? XD Opowiadanie sie rozkręca, ja i moja przyjaciółka z niecerpliwoscią. czekamy na CD :))
OdpowiedzUsuńŚwietny <3
OdpowiedzUsuń